www.chlopakione.blog.pl

cała twórczość ;)

  • Wszystkich wizyt: 43723
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 276

wtedy byyłam ;p

Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« kwi    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Dla Waas ;*

Siemka . ! Błagam Was o komentarze ... wiem, że powtarzam to za każdym razem, ale to dla mnie na prawdę bardzo ważne. Dzięki tym paru literkom, będę wiedziała, że ktoś to czyta, bo nie wiem, czy ma sens prowadzenie bloga, na którego nikt nie zaglądaa :/ jeszcze raz baardzo Was proszę o komentarze . ! :) Trochę namieszałam, ale kit .! <3

Zapytankoo . ?

Wiecie, coo . ? Tak sobie teraz myślę, jak długo wgl. mam prowadzić tego bloga .? Nie wiem czy to się Wam podoba, i ile będziecie chciały to jeszcze czytać...? Nie mówię, że chcę skończyć teraz, bo mam jeszcze masę pomysłów i przywiązałam się do tego bloga, więc nie chce kończyć, ale to będzie zależało od Was i od ilości komentarzy... A . ! Jeszcze małe pytanko: Chcecie, żeby zakończenie było SZCZĘŚLIWE czy NIESZCZĘŚLIWE . ??? Odpowiedzi piszcie w komentarzach ;)) KOCHAM WAS . ! <3

Najnowsze komciee ;)

>>> Little Things

Your hand fits in mine like it's made just for me
But bear this in mind it was meant to be.
And I'm joining up the dots with the freckles on your cheeks.
And it all makes sense to me.

I know you've never loved the crinkles by your eyes, when you smile.
You've never loved your stomach or your thighs.
The dimples in your back at the bottom of your spine.
But I'll love them endlessly.

I won't let these little things slip out of my mouth.
But if I do it's you, oh it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things.

You can't go to bed without a cup of tea..
And maybe that's the reason that you talk in your sleep.
And all those conversations are the secrets that I keep
Though it makes no sense to me.

I know you've never loved the sound of your voice on tape,
You never want to know how much you weigh.
You still have to squeeze into your jeans,
But you're perfect to me.

I won't let these little things slip out of my mouth..
But if it's true it's you, it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things.

You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you. Ooh..

I've just let these little things slip out of my mouth.
'Cause it's you, oh it's you.. it's you they add up to.
And I'm in love with you and all these little things.

I won't let these little things slip out of my mouth.
But if it's true. it's you.. it's you they add up to.
I'm in love with you. And all your little things.

Rozdział 29

Kiedy Lou zerwał się z miejsca jak oparzony, krzycząc:
- Domiii !!! – momentalnie podbiegłem do tego łóżka, które aktualnie stało już pod ścianą. W końcu ją zobaczyłem. ONA ŻYJEE! Boże, dziękuje…Miała poczochrane włosy, podarte spodnie i zadrapania na nadgarstku. Lou siedział już koło niej, trzymając ją za rękę. Podszedłem do niej i złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek. Jej powieki, ani drgnęły. Rozmawiałem przez chwilę z lekarzem i okazało się, ze po przebudzeniu na pewno będzie ją bolała głowa i brzuch, ale na szczęście, to nic poważnego. Kamień spadł mi z serca. Usiadłem koło mojej kochanej dziewczyny i cmoknąłem ją w dłoń. Lou, jako, że był najstarszy poszedł do gabinetu  wraz z lekarzem, aby podać dane Domi i Liama. Zayna, Nialla i Karoli nadal nie było. Trzymałem Domi za rękę patrząc na jej twarz. Ona jest piękna, nawet w takiej sytuacji. Jestem cholernym szczęściarzem, że ją mam… no, ale co z tego, przecież jakieś 2 metry za mną leży Liam, który też ją… kocha? Ugh…trudno mi w to uwierzyć, ze mój przyjaciel zakochał się w mojej dziewczynie. On właśnie podszedł do jej łóżka, usiadł po drugiej stronie, naprzeciwko mnie i delikatnie chwycił ją za drugą dłoń. Na to mogłem jeszcze pozwolić… Żaden z nas nic nie mówił. Liam patrzył na Domi jak na obrazek. Nie ukrywam, że mnie to wkurzało.

 

* Oczami Liama *

 

Usiadłem koło łóżka Domi, naprzeciwko Harrego. Niepewnie chwyciłem ją za jej aksamitną dłoń. Nie odzywałem się nie potrzebnie, żeby nie wejść z nim w jakąś bezsensowną kłótnię, ale i tak czułem jak mierzy mnie wzrokiem. Patrzyłem na Domi, delikatnie głaszcząc jej dłoń. Wyglądała tak uroczo, gdy spała. Miała taką delikatną cerę i mimo tego, że jej włosy były w lekkim nieładzie i tak była piękna. Dlaczego się w niej zakochałem? Nie mogłem znaleźć sobie jakiejś innej dziewczyny i nie wkurzać niepotrzebnie Harrego? Przecież, to dziewczyna mojego przyjaciela. Nie mogę rozwalać ich związku, tylko dlatego, że coś do niej czuję. Moje przemyślenia przerwał Harry:

- Liam… – zaczął

- tak, wiem… ja, ja przepraszam, że to tak wyszło, ale nie umiem inaczej.

- wybacz, ale gdy widzę jak na nią patrzysz, jestem cholernie zazdrosny…

- wiem co czujesz. Ja też jestem, bo ty przynajmniej masz ją przy sobie. Wyobraź sobie jakby Domi była teraz ze mną, a ty byś się w niej podkochiwał…

- wiesz… współczuję ci, ale najbardziej martwi mnie to, że ona może coś do ciebie czuję… – mówił przejęty

- nie Harry, na pewno nie . – przerwałem mu – to, że ja darzę ją jakimś większym uczuciem niż przyjaźń, to nie oznacza, że ona mnie też. Doskonale wiem, że kocha ciebie i uwierz mi, nie masz się czym martwić. – zapewniłem go

- dziękuję ci, ze mimo tego, że jesteś w niej zakochany, chcesz dla nas szczęścia.

- nie ma za co. Jesteście moimi przyjaciółmi, więc chcę dla was jak najlepiej, ale nie ukrywam, że kiedy widzę jak się tulicie, całujecie i tak dalej, to coś mnie w środku ściska…

- hmm… wiem jak to jest, więc może dałoby się coś zrobić…

- dzięki, ale nie myśl, że wiesz…

- wiem, ale wcale tak nie myślę.

- to dobrze. Harry, obiecasz mi coś ? – spytałem

- jasne – odpowiedział

- błagam cię nie zrań jej już nigdy więcej, dobrze?

- dobrze. Masz jak w banku. Wcale nie chce jej ranić, kocham ją i nie chcę jej już stracić…

- przepraszam, że to powiem, ale ja też ją kocham i owszem chciałabym żeby została moją dziewczyną, ale nie jestem aż takim dupkiem, żeby niszczyć coś, co łączy dwójkę moich najlepszych przyjaciół…

- dziękuję. Ja chyba na twoim miejscu bym tak nie potrafił – Harry próbował się uśmiechnąć, aby rozluźnić atmosferę.

- uwierz, że mi wcale nie jest łatwo…

- wierzę i naprawdę dziękuję. Jesteś wspaniałym przyjacielem. – powiedział i walnęliśmy szybkiego miśka nad nogami Domi. Popatrzyłem na nią jeszcze raz i wróciłem do swojego łóżka. Cieszę się, ze wszystko sobie wyjaśniliśmy. Szczerze, to myślałem, ze ta rozmowa będzie trudniejsza..
* oczami Domi *
Co jest? Znowu nie wiem, gdzie jestem. Ciemno przed oczami. Słyszę tylko jakieś głosy, a dokładniej, to chyba Harry i Liam. Nie, to na pewno Harry i Liam. Coś trzyma mnie za ręce, czyli pewnie oni. Prawa ręka trzymana jest silną, zdecydowaną, ciepłą dłonią. Moją lewą dłoń któryś z nich trzyma delikatnie, tak niepewnie, jakby się bał, ze mnie uszkodzi, raz po raz głaszcząc palcem. Tylko teraz który jest który ? Jak mogę nie rozpoznać swojego chłopaka? Mniejsza z tym, dojdę po głosach. Właśnie ! Oni o czymś rozmawiają. OMG ! Wsłuchałam się w ich rozmowę i doznałam szoku. Nie dosyć, że wiem już, że po mojej prawej stronie siedzi Harry, a po lewej Liam, to jeszcze obydwoje mnie kochają. Harry, to mój chłopak, więc logika, ale Liam…Na serio myślałam, ze odpuści. Trzeba znaleźć mu dziewczynę, ale tym zajmę się później. Zdziwiło mnie jednak trochę, że  Harry nie jest pewny moich uczyć do niego…Eh, na razie mogłabym w końcu otworzyć oczy, bo nadal nie wiem gdzie jestem i dlaczego?? Moja lewa ręka została wypuszczona z uścisku, co by oznaczało, ze Liam odszedł. Dobra, otwieram paczałki…auł…głowa mnie boli… Otworzyłam lekko oczy – na Chińczyka xD Oślepiło mnie białe światło, odbijające się od ścian… czyli… oo niee, tylko nie szpital ! Znowu?! No i dlaczego? Próbowałam sobie coś przypomnieć, ale nic mi nie przychodziło do głowy… czekaj…byliśmy w domu… ja, Harry…potem Lou…kino… właśnie ! Kino… czyli już wiem. Poczułam na swojej prawej dłoni delikatny pocałunek, złożony wilgotnymi, ciepłymi wargami. Próbowałam się podnieść, ale nie mogłam się ruszyć, bo brzuch mnie strasznie bolał. Pewnie od tego uderzenia. Wyszeptałam tylko ciche:

- wiesz, że cię kocham…? – i dotknęłam dłonią loczki Harrego. Hazza złapał mnie za dwie ręcę i dopiero teraz zauważył, ze się obudziłam.

- Dominika ! Nareszcie… tak się martwiłem… – powiedział i delikatnie musnął moje usta, a powitanie. Otworzyłam szerzej oczy i ujrzałam rozpromienioną twarz Harrego, a za nim leżał Liam. Wyraz jego twarzy był taki jakiś dziwny… ale cieszę się, ze chce dla nas szczęścia. Jest naprawdę wspaniałym przyjacielem. Wiem, ze będzie mu ciężko, ale postaramy się. Zebrałam w sobie trochę siły, podniosłam się na łokciach popatrzyłam na niego. Uśmiechnął się do mnie blado i przymrużył oczy. Opadłam z powrotem na poduszkę i uśmiechnęłam się do Harrego, który cały czas się we mnie wpatrywał. Wiedziałam, że z Liamem coś jest nie tak, tylko co? Harry szeptał mi coś do ucha, ale ja cały czas martwiłam się o Liama. Moje przemyślenia przerwał lekarz, który wszedł na salę z szerokim uśmiechem.

- dzień dobry, jak się pani czuję?  – zapytał podchodząc do mojego łóżka

- dobry, dobry. No całkiem nieźle, ale boli mnie trochę głowa i brzuch i otarcie na nadgarstku.

- czyli prawidłowa reakcja. Czy pamiętasz wszystko, co działo się kiedyś i nie dawno?

- emm… myślę, że tak.

- to świetnie ! brzuch poboli cię jeszcze parę dobrych dni, ale to nic takiego.

- Oo… to dobrze. A przez ile dni będę musiała tutaj zostać? – spytałam, a Harry i Liam zaczęli się śmiać. Dobrze wiedzieli, ze nienawidzę szpitali.

- to wszystko zależy od pani samopoczucia. – odpowiedział lekarz

- w takim razie mogę już wyjść ! – oznajmiłam, a chłopaki pokręcili głowami.

- nie, niee… zostanie tu pani przez minimum 4 dni, a reszta okaże się później. – powiedział i wyszedł. Zrobiłam smutną minę i przez najbliższe 3 min. jęczałam, że nie wytrzymam tu tak długo. W pewnym momencie na salę weszła Karola z 2 torbami, a za nią reszta chłopaków. Gdy mnie zobaczyła, rzuciła torbami w Zayna, a ten upadł na łóżko Liama. Karola podeszła do mnie i mocno przytuliła. No, w sumie było to bardziej zduszenie, ale nazwijmy przytuleniem. Niall, Lou, Harry i Zayn otoczyli Liama i co chwilę z czegoś się śmiali, a ja razem z Karolą przeglądałam magazyny plotkarskie, komentując stroje gwiazd. O godz 18 nasi przyjaciele zostali wyproszeni, ale obiecali, że przyjdą jutro. Harry podszedł do mnie i chciała mnie pocałować, ale przypomniało mi się, że Liam tu jest więc pokazałam palcem policzek. Hazza uśmiechnął się i delikatnie cmoknął mnie we wskazane miejsce. Dobrze, ze Karola pomyślała i wzięła ciuchy też dla mnie. Gdy reszta opuściła szpital, zostałam na sali tylko z Liamem. Leżeliśmy w ciszy na swoich łóżkach, aż nagle Liam wypowiedział:

- dziękuję… – stopniowo wyciszając głos

- ale za co ? – zdziwiłam się, bo nie wiedziałam o co mu chodzi.

- no za ten… ze… no wiesz… to z Harrym – jąkał się
- Aaa ! to nie masz a co dziękować, przecież obiecaliśmy

- mam za co …

- Liam, a że tak w ogóle spytam, to co ci się stało, że tu wylądowałeś ? – spytałam zmieniając temat

- emm… zderzyłem się z pewną piękną dziewczyną – powiedział, popatrzył na mnie i szeroko się uśmiechnął. Właśnie wtedy zrozumiałam, ze podczas tego pożaru to właśnie on trzymał mnie za rękę, a nie Harry . Po chwili namysłu spytałam dla upewnienia:

- czy to ty…? Ty mnie…? – jąkałam się

- tak, to ja – przerwał mi

- dziękuję… – wyszeptałam. Liam nic nie powiedział. Może to i lepiej ? Powoli zaczynały mi się kleić oczy. Po nie długiej chwili zasnęłam. Rano, obudziły mnie promienie słońca, wpadające do sali przez okno. Przetarłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Liam już nie spał. Uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie, co on odwzajemnił. Wyglądał już bardziej radośnie, ale nadal chyba go coś gryzło. Chciałam z nim o tym pogadać, ale nie udało mi się nic z niego wyciągnąć. Jedyne co, to to, że on wychodzi pojutrze, a ja będę musiała tu siedzieć. Ugh… nienawidzę szpitalaa ! Na samą myśl robi mi się niedobrze… po południu, tak koło 15 przyszedł do nas Harry, a godzinkę później reszta. Gadaliśmy wszyscy prawie cały dzień. Niall i Lou jak zawsze się wygłupiali

- Ej, przestańcie, bo boli mnie brzuch ! – śmiałam się. Gdy godzina odwiedzin skończyła się te dwa głupole i reszta wrócili do domu, ja weszłam jeszcze na fejsa. Popatrzyłam w stronę Liama, bo chciałam z nim jeszcze pogadać, ale zobaczyłam, ze już śpi. Podeszłam do jego łóżka i jak głupia wpatrywałam się w niego. Wyglądał tak niewinnie, gdy spał… co ja pierdole ?! Puknij się durna babo! Masz chłopakaa! I to jakiego… Odgarnęłam Liamowi włosy z czoła i wróciłam do swojego łóżka. Byłam już trochę zmęczona, więc dosyć szybko zasnęłam. Gdy się obudziłam było 9:02. Liam jeszcze spał. Znowu zawiesiłam na nim wzrok. W pewnym momencie on szybko otworzył oczy, a ja momentalnie odwróciłam głowę i zaczęliśmy się śmiać. W tym momencie na salą wszedł Lou z koszyczkiem marchewek, a za nim reszta. Wymieniłam z Liamem spojrzenia i znowu w śmiech. Harry usiadł na moim łóżku i mocno mnie przytulił. Cmoknęłam go na powitanie w policzek i skierowałam pytanie do Lou:

- Lou, to twoje śniadanie, czy coo ?

- nie, to dla was, musicie się zdrowo odżywiać. – wyszczerzył się. Byłam w szoku. Pierwszy raz Lou podzielił się swoimi marchewkami. Szybko do niego podbiegłam i ‘ustawiłam się w kolejce’ ha, ha . Louis wziął krzesło i usiadł pomiędzy naszymi łóżkami z koszyczkiem na kolanach. Trzymał w ręku jedną z setki marchewek koszyczka, skierował ją w moją stronę i zaczął mówić:

- ja Louis Marchewkożerca, przekazuję ci Dominiko tą oto drogocenną, zdrową marchew, kupioną w spożywczaku za rogiem, na twe jakże delikatnie, bo kremowane moim kremem dłonie. – mówił poważnie

- Lou, czy ty bierzesz sobie za żonę tę marchewkę ? – spytał Niall. Louis w ogóle się tym nie przejął i mówiła dalej:

- proszę – powiedział z grobową miną, podając mi marchewkę. Musiałam zaciskać wargi, aby nie wybuchnąć głośnym HAHAHAHAHAHA, ale po chwili powiedziałam tylko ze smailem na twarzy:

- dzięki! – i już wyciągnęłam rękę, aby zabrać marchewkę, ale w momencie ‘chwytania’ na twarzy Louisa zagościł szeroki uśmiech. Wyrwał mi marchewkę i krzyknął:

- ale za buziaka ! – zaśmiałam się i bez zastanowienia cmoknęłam go w policzek, ale nie żeby coś ! Traktuję Louisa jak brata, nic do niego nie czuję. Otrzymałam swoją marchewkę i wróciłam do Hazzy na łóżko.

- Liam! Teraz tyy ! – zaśmiał się Zayn. Liam zrobił skrzywioną miną, ale podszedł do Louisa.

Był trochę wyższy ode mnie, więc Lou siedzący na krzesełku krzyknął wskazując palcem:

- na kolana ! – a my w brecht. Liam popatrzył na nas z głupią  miną i też zaczął się śmiać.

- dajesz! – krzyknął Niall, a Liam posłusznie uklęknął przed Louisem. Wyglądało to przekomicznie. Lou zaczął swoją przemowę:

- ja, Louis Marchewkopożeracz … – mówił, a ja w tym czasie popatrzyłam na Harrego. Wyglądał na smutnego.

- Harry, kotku coś się stało? – szepnęłam mu na ucho

- niee…

- przecież widzę…A! Już wiem, jesteś zazdrosny? – spytałam, a on pokiwał głową.

- Harry, głupku, przecież doskonale wiesz, że kocham tylko ciebie, a Lou to przyjaciel. To był tylko niewinny całus.

- no dobrze, niech ci będzie .. – uległ, ale widziałam, że to mu nie pasowało, więc wykorzystałam moment, kiedy Liam klęczał tyłem do nas i delikatnie pocałowałam Harrego. Ten od razu się uśmiechnął. Ugryzł moją marchewkę i dalej patrzyliśmy na naszych wariatów:

- …na twe mniej delikatne, od Domi dłonie, bo kremu ci nie dałem. – dokończył Lou. Liam już trzymał marchewkę, a Marchewkowicz wyrwał mu ja i krzyknął :

- za buziaka ! – i wszyscy w nieopanowany śmiech. Liam przewrócił oczami, ale tak jak my wszyscy traktował to jako zabawę ( no, bo w sumie nie mam pojęcia jak inaczej to nazwać) i szybko cmoknął Louisa w policzek. Moje krejzolee! Co ja bym teraz bez nich zrobiła? Razem z Liamem chrupaliśmy „drogocenną, zdrową marchew, kupioną w spożywczaku za rogiem”, a Lou usiadł koło Nialla i z miną filozofa, po głębokich przemyśleniach, odezwał się:

- Nie mógłbym przecież, wyjść za te marchewki, bo Lusia by się obraziła. – powiedział

- ktoo? Masz dziewczynę? – spytała zaciekawiona Karola, chociaż nie powiem, bo ja też byłam ciekawa…

 

**********************************************
Lolsyy ;D
Macie, 29 już :D
Podoba się ?? Mam taką nadzieję :D
Myślę, ze jest w miarę długi :)
Pozdrowienia dla wszystkich tych, którzy jeszcze to czytają <3
~KASIA, gdy tylko czytam twoje komentarze,  to sama mi się morda cieszy i czytam go jeszcze raz, ha ha :D
Komujcie, proszęęę !!
Kocham Was : **

Rozdział 28

- czyli nie wierzysz w to, że cię kocham ?

- nie, nie, nie ! To nie tak !

- a jak ? – spytałam bez emocji

- no ba ja po prostu, boję się ciebie znów stracić…

- nie stracisz . – powiedziałam i pocałowałam go, a on odwzajemnił pocałunek. Tak namiętnie zachłannie, a przy tym tak delikatnie, z lekkim niedosytem. Po chwili poczułam jak Harry wkłada swoją dość chłodną dłoń pod moją koszulkę i gładzi moje plecy, nie przestając mnie całować. Tą chwilę przerwał Louis. Gdy zobaczył nas i nasze obecne zajęcie, zrobił taką jakąś dziwnie zmieszaną minę. Widziałam jak Harry zabija go wzrokiem. Być może chciał czegoś więcej…

- idziemy do kina. A wy ? – spytał i walnął banana, a Harry momentalnie rzucił w niego poduszką i wrzasnął:

- i tylko po to tu przyszedłeś ?!

- Noo, w sumie tak… hehe – zaśmiał się Lou i ruszając dziwnie brwiami wyszczerzył się do Harrego. Hazza normalnie zamrażał go wzrokiem, a ja brechtałam się, zakrywając buzię ręką. Lou wyszedł z pokoju, a ja walnęłam:

- to co, idziemy ? – i puściłam smajla w stronę Hazzy

- musimy ? A nie lepiej byłoby zostać w domu ? – zrobił smutną minkę

- nie, nie lepiej. Już ja wiem, co ty planujesz. – wystawiłam język i pobiegłam za Louisem. Harry niechętnie zwlókł się z łóżka i zszedł na dół. Wyszliśmy z domu, a gdy dotarliśmy do kina okazało się, że czekali już tylko na nas, bo był tam już przygnębiony Liam, Danielle z Niallem Niallem i Karola z Zaynem. Przywitałam się z Danielle i poszliśmy obczaić repertuar. Chłopaki wybrali jakiś tam horror. Szczerze, to nie chciało mi się tam iść, ale dziewczyny mnie namówiły. Siedziałam na tym durnym fotelu, przed wielgachnym ekranem, a to co było na nim wyświetlane wgl mnie nie obchodziło. Myślałam o tym, co mogłoby zajść między mną, a Harrym gdyby nie Louis…hm… nie wiem, czy to odpowiedni moment… chyba nie jestem jeszcze na to gotowa. Ale w sumie, gdybyśmy jeszcze trochę poczekali… niee, no bo co to zmieni. Czas niczego nie zmieni. Przecież to oczywiste, że gdy ludzie się kochają, no to …ale czy my nie będziemy tego żałować? Może faktycznie musimy poczekać…A co jeśli Harry tego chce? Na pewno, no bo który chłopak by nie chciał… a jak mu powiem, że… to mnie zostawi? Niee, przecież mówił, że mnie kocha…Moje przemyślenia przerwał głośny dzwonek. Otrząsnęłam się i rozejrzałam dookoła. Na ścianie mrygało czerwone światełko, a ludzie zaczęli wstawać i kierować się do wyjścia. Wszystkie kobiety panikowały, a ja jedyna siedziałam na miejscu. Nagle ktoś krzyknął:

- pali się !!! – wtedy dopiero zajarzyłam o co chodzi. Dlaczego się nie ruszałam?! Czy ja mam coś z głową? Za pewne, ale to zostawmy na później. Czym prędzej wstałam i poczułam jak ktoś chwyta mnie za rękę. Prawdopodobnie był to Harry, ale nie mogłam się tego upewnić, gdyż do Sali zaczęły wlatywać kłęby szarego, duszącego dymu. Nie widziałam praktycznie nic. Oczy zaczęły mnie szczypać, a przecieranie ich wcale nie pomagało, wręcz przeciwnie. Starałam się nie puszczać ręki, która chwyciła mnie na początku. Nagle coś pociągnęło mnie za drugą rękę. Okazało się, ze moja bransoletka zahaczyła się o jakąś klamkę. Ciągnęłam rękę i próbowałam ją jakoś wyciągnąć, ale jak na złość bransoletka wcale nie okazywała ochoty, żeby się zerwać. Ten ktoś, kto początkowo trzymał mnie za rękę… puścił w momencie, gdy się zahaczyłam. Nie wiedziałam co mam robić. Nie mogłam się stamtąd ruszyć i po omacku próbowałam rozerwać tą przeklętą bransoletkę, ale ona ani rusz. Chciałam krzyczeć o pomoc, ale zaczęłam się dusić dymem, a w sumie i tak nikt by mi nie pomógł, bo już zostałam podeptana, przez bandę egoistów, którzy martwili się tylko i wyłącznie o swój tyłek, wrzeszcząc i siejąc panikę, co było w tym momencie bezsensowne. Wisiałam na tej klamce dusząc się i nikt nie zwracał na mnie uwagi. Po woli zaczynało mi brakować tlenu. Nagle poczułam mocne uderzenie w brzuch. Zwinęłam się z bólu i nic nie mogłam zrobić. Ciul tam, najwyżej skończę mój żywot spalając się w kinie. Moje powieki powoli stawały się ciężkie. Trudno mi było oddychać, ale resztką sił spróbowałam jeszcze raz i pociągnęłam ręką w dół, co spowodowało, ze ta cholerna błyskotka w końcu się zerwała. Szybko podniosłam się i wyciągając ręce do przodu zaczęłam biec. Tlenu ludzie! Tlenuu! Biegłam tak, aż w końcu się z kimś zderzyłam. Wpadłam na ścianę i zaczęło mi się kręcić w głowie. Nie wiem gdzie ten ktoś, kto na mnie wpadł, ale czułam jak powoli osuwam się na ziemie. Usłyszałam tylko zagłuszone wywoływanie mojego imienia, ale wszystko, co zobaczyłam, to ciemność.

*oczami Harrego *

Podczas oglądania filmu, Domi oparła głowę o moje ramię i intensywnie o czymś myślała, tylko nie wiem o czym. Najwyraźniej film ją nie interesował. Nagle, na sali wybuchł pożar. Do środka zaczęły wdzierać się kłęby dymu. Strasznie szczypały mnie oczy. Nic nie widziałem. Chciałem chwycić za rękę Domi, ale nigdzie jej nie było, trochę się zdenerwowałem, ale pomyślałem, że skierowała się do wyjścia ewakuacyjnego, więc zrobiłem to samo. Zacząłem schodzić ze schodów trzymając się ściany, aż nagle ktoś popchnął mnie od tyłu i spieprzyłem się na sam dół. Ludzie wokół cały czas panikowali i darli ryje jak nie wiadomo co, jakby to im miało pomóc. Próbowałem się podnieść, ale coś w kostce strasznie mnie kuło i nie mogłem ruszyć nogą. Wołałem o pomoc, mrużąc oczy od szczypiącego w nie dymu, ale mamy tak „pomocnych” ludzi, że żaden z nich mi nie pomógł. Gdyby mnie nie widzieli, to mógłbym jakoś zrozumieć, ale skoro ciągnąłem ich za nogawki, to wypadałoby zwrócić na mnie uwagę. Jeszcze pożałujecie! Będziecie się smażyć w piekle egoiści pieprzeni, dopilnuję tego!! Nagle poczułem jak ktoś chwyta mnie za barki i ciągnie za sobą. Jak się później okazało, był to Niall. Po chwili byliśmy już na dworze. W końcu trochę tlenu. Powoli zaczynało mi już go tam brakować. Zaraz, zaraz… Zayn i Karola, Niall i Danielle, Louis… A gdzie Domi ?! No i Liam ?! ZOSTALI TAM ?! Kurwa, a jeśli coś im się stało? Chciałem tam wrócić, ale Louis mnie powstrzymał, a do tego ta kostka. Nie mogłem stanąć na tej nodze. Strasznie spuchła. No, ale co teraz ?! przecież tam jest Domi z Liamem! W mojej głowie rozpętała się plątanina myśli… co teraz? Co z nimi będzie? Gdzie są ? Co robić? Te właśnie pytania krążyły po mojej głowie. Kompletnie nie wiedziałem co zrobić. Nie mogłem ruszać nogą, ale to najmniejszy problem. Moi przyjaciele pocieszali mnie tym durnym, oklepanym „wszystko będzie dobrze”, chociaż i tak widziałem, że sami się niepokoili. Po dobrej godzinie, która trwała jak wieczność, zobaczyłem wychodzących z budynku strażaków. Ich stroje były całe odymione, jak i sam budynek. Za nimi sanitariusze wywozili na noszach, różne, nieprzytomne osoby. Tam powinna być też Domi i Liam. Jedna osoba, druga, trzecia, ale nie ma naszych przyjaciół! No do cholery jasnej, gdzie oni są?! Nerwy zżerały mnie od środka jak jeszcze nigdy. Po mojej głowie plątały się najgorsze opcje. A co jeśli nie żyją ? Nie, nie to nie możliwe! Po chwili wpatrywania się w te drzwi, na noszach ujrzałem Liama. Wszyscy od razu do niego podbiegli, a ja nadal siedziałem i nie mogłem ruszyć nogą. Dalej patrzyłem w te zjadane drzwi. Nigdzie nie było Domi. Powoli zaczynałem tracić nadzieję. Moje oczy się zaszkliły. Nikt już z stamtąd nie wychodził. I co ja teraz zrobię? Ona była dla mnie wszystkim. Najlepszym, co mnie kiedykolwiek spotkało. Dlaczego? Boże, dlaczego mi to robisz ? Ja nie potrafię bez niej żyć ! Kocham ją, kocham, a ty mi ją tak po prostu odbierasz? Co ja takiego zrobiłem? Boże, powiedz, ze to nie prawda, ona musi żyć! Opadłem bezwładnie na ziemie i leżałem nieruchomo, wpatrując się w niebo. Po chwili podszedł do mnie Zayn z jakąś pielęgniarką, która zaprowadziła mnie do karetki. W ogóle nie przyjmowałem do siebie wiadomości, że coś mogło stać się Domi. Że może nie żyć. To niemożliwe. Dlaczego mnie zostawiła? Nie, nie, nie, ona była dla mnie cały światem, czemu mnie to spotkało? Ja nie zasłużyłem. Boże, dlaczego nie wziąłeś do siebie tych wszystkich egoistów, tylko moją Domi? Moją małą, śliczną, Domi? No dlaczego?! Siedząc w

 

karetce nie nadążałem ocierać łez. W szpitalu, lekarz opatrzył moją kostkę i wszystkich poszkodowanych. Usiadłem w korytarzu na jednym z krzeseł, chowając twarz w dłonie. Kompletnie nie wiedziałem, co dzieje się z moją dziewczyną. Gdzie ona teraz jest? Siedzę i czekam. Dobija mnie to. W środku czułem coraz większą pustkę. Po chwili Louis usiadł koło mnie, co trochę mnie uspokoiło. Lou zawsze pocieszał nas w trudnych sprawach, nawet samym sobą. Tym, że po prostu był. Ale teraz widziałem, że mój przyjaciel, zawsze szczęśliwy i tryskający energią, posmutniał. Wiedziałem, ze on też przywiązał się do Domi. Traktował ją jak młodszą siostrę. Byli jak prawdziwe rodzeństwo i Lou też pewnie nie pogodziłby się z jej stratą. Po chwili podszedł do nas Niall z Karolą i Zaynem, oznajmiając, ze Liam leży w sali nr 182. Razem z Louisem skierowaliśmy się do wskazanej Sali, a reszta pojechała po rzeczy dla Liama i w razie czego dla Domi, której nadal nigdzie nie było. Już wiem, dlaczego ona nienawidzi szpitala. Weszliśmy do środka. Liam leżał w niej sam. Ściskając róg kołdry powitał nas bezsilnym, sztucznym uśmiechem. Usiedliśmy koło niego, a on zamiast odpowiedzieć na nasze pytania typu „jak się czujesz?”, od razu spytał o Domi. W sumie, to dobrze, ze martwi się o naszych przyjaciół, ale trochę mnie to zmartwiło, bo to pewnie znaczyło, że raczej sobie jej nie odpuści. Odpowiedziałem mu krótko i spuściłem głowę. Lou gadał przez chwilę i Liamem, a ja siedziałem cicho, wpatrując się w czubki swoich butów. W pewniej chwili drzwi do sali otworzyły się i jakiś lekarz wepchnął na salę łóżko. Czyli Liam będzie miał towarzystwo. Zbytnio się tym nie przejąłem, aż do momentu, kiedy Lou zerwał się jak oparzony krzycząc:

Heeej, kochani ; ****
Co krzyczał, to wy pewnie już wiecie, ale czy na pewno ?? ^^
To muszę Was jeszcze troszkę potrzymać w niepewności :P
Rozdział trochę krótszy niż reszta, ale ostatnie były długie
Nie wiem, kiedy pojawi się nowy rozdział, bo to zależy od Was i liczby komentarzy ://
Cieszę, się, że ktoś ze mną jest, ale jeśli mogę Was prosić, powiedzcie o tym blogu znajomym, którzy chcieliby to czytać i komentować.
Bardzo bym chciała, żeby więcej ludzi wyrażało swoją opinie pod notkami.
Chodzi mi oczywiście o pozytywne jak i negatywne.
Chciałabym wiedzieć, co Wam się nie podoba i czy macie jakieś propozycje, żeby blog był lepszy i żebyście chętnie tu wracali ?
Piszcie o wszystkim w komentarzach, a ja znikaam !
Kocham Was <33

AAA ! NO I JESZCZE SERDECZNE POZDROWIENIA DLA JEDNEJ Z CZYTELNICZEK ~KASIA, DZIĘKUJĘ ZA TO ZE JESTEŚ I ŻYCZĘ POWROTU DO ZDROWIA Z TEJ DURNEJ GRYPY : ***

Rozdział 27

  • Oczami Harrego *

 

Jest! Tak, udało się ! Powiedziała, ze mi ufa… ale się cieszę. W końcu dostałem drugą szansę i odzyskałem jej zaufanie. Poszedłem na chwilę do kuchni, aby odłożyć herbatę, której i tak nie wypiliśmy. Miałem takiego banana na twarzy, że pewnie  to dziwnie wyglądało, ale to nic. Cieszyłem się, że mam ją znowu przy sobie. Gdy wróciłem do pokoju zobaczyłem tam ją … tyle że śpiącą. Tak ślicznie wyglądała…moja śpiąca królewna ;) Kąciki jej ust lekko unosiły się ku górze, a jedna ręka spokojnie spoczywała na poduszce, obok głowy.  Matko, jak ja ją kocham ! Jeszcze do żadnej innej dziewczyny nie czułem czegoś takiego jak teraz. Ciekawe, czy uda nam się razem wiązać swoją przyszłość ? Mam nadzieję. Byłem taki szczęśliwy, że chciało mi się krzyczeć, wrzeszczeć, skakać śpiewać, biegać, wszystko na raz, ale zatrzymałem emocje w sobie. Czułem w środku, takie ciepło. Glebnąłem się koło niej i bawiłem się kosmykami jej włosów. Spała jak zabita, w mojej koszuli. Myślałem tak o niej i o tym, że teraz znowu będziemy szczęśliwi, aż w końcu zasnąłem .

 

  • oczami Domi *

 

Gdy się obudziłąm, przetarłam oczy i przekręciłam delikatnie głowę. Ujrzałam Harrego, a na moją twarz mimowolnie cisnął się szeroki uśmiech. Wyglądał tak słodko i niewinnie, ze aż żal było mi go budzić. Opuściłam po cichu pokój Harrego i zeszłam na dół. W kuchni krzątali się Louis i Niall.

- siemka ! – uśmiechnęłam się i usiadłam na blacie

Chłopaki patrzyli na mnie jak na ufo.

- Domi ? – zdziwił się Louis

- i do tego w koszuli Harrego ? – wyszczerzył ślepia Niall

- tak Domi, i w koszuli Harrego – zaśmiałam się patrząc na miny chłopaków

- wiesz, trochę głupio mi o to pytać, ale…- zaczął Lou

- czy wy… wy jesteście  razem ? – dokończył pytanie Niall

-  – tak, jesteśmy – walnęłam smaila. Po chwili dołączył do nas Harry.

- hej kotku, jak się spało ? – spytałam

- świetnie, bo z tobą – odpowiedział, podszedł do mnie i zostawił na moich ustach czuły pocałunek. Hazza przyjmował gratulacje od Nialla i Louisa, a ja ujrzałam Liama. Patrzyłam na niego i zdałam sobie sprawę z tego, że chyba to wszystko widział. Wybiegł z domu, trzaskając drzwiami. Posmutniałam, ale co miałam zrobić ?

- co to było? – wystraszył się nasz żarłok

- nic, przeciąg – skłamałam, przyklejając sobie uśmiech, bo nie chciałam tłumaczyć mu o tych wszystkich akcjach z Liamem. Wystarczy, że Louis wie. Kurcze, a małam taką nadzieję, ze już mu przeszło, ale najwyraźniej nie… ech, no cóż. Moje rozmyślenia przerwał Harry.

- kochanie, co chcesz na śniadanie ? – spytał, obdarowując mnie swoim śnieżnobiałym uśmiechem

- ee… – chciałam coś wymyślić, ale jak zwykle, wyprzedził mnie Niall.

- jajecznicę ! – krzyknął

- popieram – dodał Louis

- dokładnie to chciałam powiedzieć – zaśmiałam się, bo tak czy inaczej nie miałam już nic do gadania.

- okey, okey takim razie, jajecznica – oznajmił Harry i wyciągnął z lodówki jajka. Nagle usłyszałam ziewanie. Odwróciłam się i ujrzałam zaspanego Zayna, a tuż za nim wlokła się Karola. Na swój widok obydwie krzyknęłyśmy :

- Domi/Karola ?! – a chłopaki zaczęli się śmiać

- co ty tu robisz ? – zapytała Karola, zapewne wiedząc XD

- no pewnie to, co ty – zaśmiałam się, a ona już wszystko wiedziała i puściła mi oczko.

Cieszyłam się, że u nich też wszystko okey. Zjedliśmy jajecznicę, a po śniadaniu powędrowałam do góry, aby się przebrać, ale nie bardzo miałam w co, bo po wczoraj została mi tylko sukienka. Na szczęście moja kochana wspaniałomyślna Karola, pożyczyła mi ciuchy. Zeszłam na dół. Chłopaki oglądali TV, Karola z Zaynem gdzieś wyszli, a Liama nadal nie było. Trochę zaczęło mnie to martwić.

- Domi, możemy pogadać ? – spytał Lou

- Jasne .– przytaknęłam i poszłam za nim do kuchni.

- to ni był przeciąg, tylko Liam, prawda ? – popatrzył na mnie

- taak… – przyznałam

- jeszcze mu nie przeszło ?

- no, najwyraźniej, nie, a już miałam taką nadzieję…

- on chyba serio coś do ciebie czuje …

- no i co z tego ?! Przecież wiesz, że ja kocham Harrego …

- rozumiem, ale gdy ona was widzi…

- no dobrze, Louis, wiem, ale co ja mam niby zrobić ?! – przerwałam mu

- nie mam pojęcia. Spróbuj z nim pogadać i to jakoś wyjaśnić, bo on naprawdę cierpi …

- no dobrze… pójdę go poszukać… – powiedziałam

- okey, ja zajmę czymś Harrego – zaproponował

- dzięki – odpowiedziałam, ubrałam buty i po cichu wyszłam. Hmm…no i gdzie on może być ? Może w parku ? Każdy z nas tam chodzi zostawiać smutki i radości…Skierowałam się więc w stronę parku. Szłam tak i szłam, aż w końcu zobaczyłam go na jednej z ławek. Siedział ze spuszczoną głową w kapturze. No i co ja mam teraz zrobić ? Żal mi się go zrobiło… Podeszłam do niego powoli i usiadłam na ławce. Żadne z nas nic nie mówiło, przez dobre 10 min, aż w końcu odezwałam się pierwsza:

- Liam… ja, ja nawet nie wiem co mam ci powiedzieć…, ale powiedz, dlaczego, to akurat mnie sobie upodobałeś? Przecież jest tyle dziewczyn, które są ciebie bardziej warte niż ja. A po drugie, ja mam chłopaka, który dodatkowo jest twoim przyjacielem…

- wiem… wiem to, ale ja nie potrafię tak po prostu się „odkochać”. Dlaczego akurat ty ? Bo jesteś inna niż te wszystkie dziewczyny, które znam i nie zależy ci wcale na sławie i pieniądzach. Cholernie zazdroszczę Harremu i szczerze mówiąc, miałem nadzieję, ze już się nie pogodzicie… przepraszam. – jego głos stopniowo się ściszał . Poczułam się trochę zagubiona.

- chcesz mi coś jeszcze powiedzieć ? – spytałam i  popatrzyłam na niego. Cały czas wpatrywał się w ziemie.

- kocham cię … – szepnął po chwili namysłu i odwrócił głowę, patrząc na mnie, wzrokiem pełnym…żalu?

- Liam… ja już nie wiem co mam ci powiedzieć…- pokręciłam głową

- jeżeli  nie przychodzi ci na myśl najprostsza odpowiedź, to proszę zapomnij o tym…

- nie ! Liam, powiedz mi jak mam niby zapomnieć, skoro jesteś moim przyjacielem i widujemy się prawie codziennie, a teraz, gdy znowu jestem z Harrym, to… to co ja mam mu powiedzieć ?! Że nie mogę go przytulić, bo tam siedzi Liam i będzie zazdrosny ?!

- … nie wiem, przepraszam…Domi, a on wie ? – spytał nieśmiało

- nie, nie wie, ze jesteś zazdrosny o jego dziewczynę…- siedzieliśmy tak przez chwilę w ciszy, którą ponownie przerwałam ja, pytając:

- no i co teraz ?

- ale co ma być ? – nie zrozumiał

- pytam co zrobisz z tym, że już nigdy nie będziesz mógł mnie mieć ?

- nie wiem… potnę się, powieszę, albo położę na tory… – jego głos powoli się załamywał.

- nie! Nawet o tym nie myśl ! nie masz pojęcia co bym przeżywała, gdybyś sobie zrobił coś takiego !

- czyli jednak mnie kochasz ? – jego słowa sprawiły, ze poczułam się jeszcze bardziej zagubiona. Nie odpowiedziałam.

- będę o to walczył, bo w życiu są osoby, o które warto walczyć do samego końca, a ty jesteś tego warta.

- nie, Liam, chciałam powiedzieć, ze kocham Harrego, a ty jesteś moim przyjacielem, którego bardzo cenię i szanuję i nie darowała bym sobie, gdybyś sobie coś zrobił, a do tego jeszcze z mojej winy… i tak, kocham cię, ale kiedyć ci już powiedziałam, ze tylko i wyłącznie jak brata .

- wiedziałem ! pieprzony loczek… – powiedział przez zaciśnięte zęby. I co dalej ? Co ja mam mu teraz powiedzieć?

- Liam, postaraj się, dla mnie, być po prostu przyjacielem .

- nie wiem, czy dam radę…

- dasz radę. Tak będzie lepiej dla nas obydwóch. – po moich słowach, Liam patrzył chwilę w moje oczy, po czym przytulił mnie mocno do siebie. W tym momencie z nieba zaczęły spadać drobne kropelki. Postanowiłam mu się nie wyrywać. Potraktowałam to jako przyjacielski uścisk i zarzuciłam mu ręce na plecy, chociaż wiedziałam, ze i tak będzie miał zaciesza.

- dziękuję. – szepnął

- nie ma za co . – popatrzyłam na niego

- gdyby nie było, to bym nie dziękował… – powiedział pociągając nosem. Zdjęłam kaptur z jego głowy i dopiero teraz zobaczyłam, ze jego oczy się zaszkliły

- Liam, czy tu płaczesz ? – spytałam z troską

- to nic… – pokręcił głową i znów założył kaptur. Z nieba spadało coraz więcej kropel, aż po chwili rozpadało się na dobre.

- ale przecież…- zaczęłam

- Domi…- przerwał mi patrząc przed siebie

- słucham – zwróciłam się bardziej w jego stronę. On również odwrócił się i złapał mnie za rękę. Przeszedł mnie ciepły dreszcz, ale nie zabrałam jej.

- zrobisz coś dla mnie ? – spytał, a ja popatrzyłam na niego pytająco.

- albo niee, przepraszam … – zrzucił kaptur

- no powiedz . – ścisnęłam jego dłoń

- nie, nie to głupie… tylko po prostu mnie przytul… – popatrzył na mnie. Hmm… niech mu będzie.

- no dobrze. – powiedziałam i wtuliłam się w niego. Przycisnął mnie mocno do swojej klatki piersiowej, jakby wiedział, ze to ostatni raz. Cmoknął mnie delikatnie w czoło, ale ja nic nie powiedziałam. Siedzieliśmy tak chwilę wtuleni w siebie, krople deszczu przemoczyły nam ubrania, ale Liam cały czas mocno mnie przytulał. W końcu zapytałam:

- idziemy do domu ?

- taak, bo co mamy tu jeszcze robić ? – powiedział obojętnie i wróciliśmy do domu. Gdy Louis nas zobaczył od razu się uśmiechnął. Podszedł do mnie i szepnął na ucho:

- wiedziałem, że ci się uda..- ja tylko się uśmiechnęłam i poszłam do Harrego. O dziwo nie zapytał gdzie byłam.

- wiesz co… – zaczęłam

- coo ? – popatrzył na mnie

- a nie, już nic…

- no powiedz, to co zaczęłaś.

- noo… bo ja tak po prostu, zwyczajnie cię kurwa kocham !

- ja też cię kocham, głuptasie mój – powiedział i pocałował mnie tak namiętnie jak chyba jeszcze nigdy dotąd. Nagle usłyszeliśmy chrząknięcie. Oderwaliśmy się od siebie, a ja skapnęłam się, że nadal siedzimy w salonie. O kurwa ! Liam tu jest… i widział! Och…kurdee…;/  Liam patrzył na mnie z żalem w oczach. Wypowiedziałam bezgłośne „przepraszam” i zamknęłam się w łazience. Usiadłam na brzegu wanny i myślałam. Przecież kocham Harrego, ale nie chcę ranić Liama…no i co mam kurwa robić ?! Moje przemyślenia przerwał Niall:

- Domi… coś się stało ? – zapytał pukając lekko w drzwi

- niee…? – próbowałam zaprzeczyć

- przecież wiem, ze tak .

- to po co pytasz ?

- bo chcę, żebyś sama mi to powiedziała

- nie mam czego…

- bo pójdę zrobić herbatę ! – zagroził

- i to ma być groźba ? Wow, ale się boję. – odpowiadałam oschle

- radził bym ci wyjść, bo z moimi zdolnościami, to pewnie przypalę nawet wodę na tą herbatę – poinformował mnie . Otworzyłam drzwi i zaczęłam się śmiać ja głupia, a Niall ze mną

- rozpierdalasz mi system tym uśmiechem – zaśmiał się

- dobra, dobra już nie będę – powiedziałam i zrobiłam poważną minę

- to już wolę mieć rozpierdolony system – i w śmiech. Wróciliśmy do salonu. Siedział w nim tylko Louis. Jak się okazało Karola z Zaynem są u nas w domu, a chłopaki, chyba w pokojach. Weszłam na górę i zatrzymałam się przed dwoma parami drzwi . Liam, czy Harry ? Ugh… najchętniej, to bym sobie walnęła barana o tą ścianę pośrodku! Dobra tam. Harry. Wychyliłam delikatnie głowę zza drzwi i ujrzałam go leżącego na łóżku. Wpatrywał się w sufit i nawet na mnie nie spojrzał. Położyłam się koło niego i spytałam:

- coś się stało ? –  w odpowiedzi nie usłyszałam nic. Nic. Harry nie zmieniając swojej pozycji powiedział dopiero po dłuższej chwili :

- nie mogę uwierzyć, ze mój przyjaciel podkochuje się w mojej dziewczynie… – nie ukrywał, że trochę, nie no bardzo mnie to zszokowało, ale spytałam:

- czyli już wiesz ?

- tak… kochanie, powiedz mi tylko jedno,… czy ty coś do niego czujesz ? – spytał poważnym tonem

- nie. Harry, kocham ciebie i tylko ciebie. A ty ?

- co ja ?

- kochasz mnie?

- tak. Kocham cię.

- dlaczego?

- bo nie umiem inaczej. Nie umiem cię nie kochać

- no, ale czemu? – dalej pytałam

- bo tak.

- jak „tak” – chciałam to z niego wyciągnąć

- no tak po prostu cię kocham – powiedział i usiadł

- wyjaśnij mi to – ciągnęłam

- noo, bo ty jesteś jak powietrze .

- przecież powietrze jest niewidoczne – skrzywiłam się

- ale zawsze jest przy mnie – mówił

- ale jest nieodczuwalne – trzymałam swojego zdania

- ale zawsze mnie otula ..

- nadal nie rozumiem, głuptasie – zaśmiałam się

- no dobra. To inaczej. Umiesz żyć bez powietrza ? – spytał patrząc mi w oczy

- ee… no nie bardzo . – zmarszczyłam nos

- no właśnie. A ja nie umiem żyć bez ciebie – powiedział i puknął mnie palcem w nos, patrząc głęboko w moje oczy.

- i znowu tak na mnie patrzysz – powiedziałam nie odrywając od niego wzroku

- jak ? – zapytał

- no tak, jakbym miała zaraz zniknąć – wyjaśniłam

- bo cały czas się tego boję …

- dlaczego ? – zdziwiłam się

- bo ledwo co cię odzyskałem i dałaś mi drugą szansę, a już dowiaduję się, że mój przyjaciel coś do ciebie czuje…

- Harry, chyba nie myślisz, ze mogłabym… no, wiesz…

- no wiem,…ale  nie wiem

- czyli nie wierzysz w to, że cię kocham ? – patrzyłam na niego

*************************************************************

Noo siema . ! <3
to teraz się będzie Harruś tłumaczył, ha, ha :D
Eee, no trochę musieliście czekać na ten rozdział, ale ja czekałam na komentarze, których miało być 10… ;/
No, ale cóż,  dodałam dla tych co chcą tą czytać i komentować, chociaż ostatnio mam wrażenie, że liczba takich osób zamyka się przy 4 :’(
Lecę już, spytam tylko: czy Wam się to wgl podoba . ?

Bo mi tak średnio ;//

 

Rozdział 26

- czy to znaczy…to znaczy, ze dasz mi drugą szansę ?

- niee, nie dam – odpowiedziałam pewnie, a jego uśmiech momentalni znikł. Przymknął oczy i spytał drżącym głosem :

- yy…? Co ?

- już dawno ci ją dałam, kochanie – powiedziałam i uśmiechnęłam się, a Hazza czule mnie przytulił i jakby nie chciał wypuścić.

- przecież miałaś mnie już tak nie straszyć . – zaśmiał się

- oj tam, oj tam, przecież się nie gniewasz , prawda? – powiedziałam i pocałowałam go

- no nie wiem, może trochę – odpowiedział z szyderczym uśmieszkiem, a ja ponownie go pocałowałam

- no, już lepiej –uśmiechnął się i cmoknął mnie w czoło

- zapraszam panią na kocyk – powiedział radośnie i wskazał ręką koc. Usiadłam wtulona w niego, a Harry otworzył wino. Świeczki, które były praktycznie wszędzie i ten wspaniały zapach róż unoszący się w powietrzu nadawał niesamowity nastrój. Na naszych wargach cały czas malowały się wielkie uśmiechy

- kocham cię. – szepnęłam mu na ucho

-ja ciebie też – odpowiedział szczęśliwy

- ale co? – udawałam głupią

- noo, ja ciebie też – powtórzył

- ale co ty mnie też ?

- no, bo powiedziałaś, ze mnie kochasz, więc mówię, ze ja ciebie też …

- co mnie też ? – ciągnęłam, a Harry wstał, stanął na trawniku, rozłożył ręce, podniósł głowę do góry i krzyknął:

- kochaaam Cię ! Kocham Dominikęęę !

- cicho, wariacie ! – zaśmiałam się. Nie wiedziałam, ze zrobi coś takiego. Podeszłam do niego i wtuliłam się w jego tors. On delikatnie podniósł pacami moją brodę, tak, ze byłam zmuszona patrzeć w jego piękne oczy, przyłożył swoje czoło do mojego powiedział:

- kocham cię, rozumiesz? …kocham. – mówił to głosem przepełnionym radością, a za razem tęsknotą. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Harry widząc to delikatnie wytarł ją palcem.

- dlaczego płaczesz ? – spytał

- nie płaczę  – zaprzeczyłam

- no dobrze, w takim razie spytam inaczej : dlaczego jakaś ciecz wypływa z twoich oczu ? – uśmiechnął się, ale zaraz spoważniał, gdy spostrzegł, że mi nie jest do śmiechu.

- kochanie, co się stało ?

- nic. – odpowiedziałam oschle

- gdyby nic się nie stało to byś nie płakała .

- nie płacze .

- przestań . – dobrze wiedział, ze jestem uparta, ale w tym momencie był całkowicie zdezorientowany

- przepraszam . – powiedziałam i coś we mnie pękło, rozryczałam się na dobre, a Harry nie wiedział o co cho, lecz cały czas przytulał mnie do siebie.

- co jest Domi ? Przecież sama wczoraj mówiłaś, że wiesz, ze możesz mi wszystko powiedzieć…

- tak, wiem.

- więc ? – spytał – wiesz, że nie lubię gdy płaczesz, a do tego nie wiem z jakiego powodu.

- tak, wiem. – powtórzyłam

- Ej, mała, no powiedz . – gładził mnie po plecach

- no…bo, ja … ja , ja tak strasznie tęskniłam ! Nie mogłam już wytrzymać beż ciebie ! kocham cię ! Kocham Cię jak nikogo innego ! Nie mogłam znieść tego, ze złamałeś mi serce ! Nie mogłam, rozumiesz ?! Gdy widziałam twoje zdjęcia z innymi laskami, to myślałam, że jestem twoją kolejną zabawką !Chodziłam na te głupie imprezy, myśląc, ze o tobie zapomnę. Zamknęłam się w sobie i myślałam, ze tak jest dobrze, ale nie ! Wcale nie było! Cały czas cię kochałam i tak naprawdę chciałam dać ci drugą szansę od razu, ale nie mogłam, nie potrafiłam. Bałam się, ze zrobisz to po raz kolejny. Tak cię kocham ! Obiecaj mi, że już nigdy mnie nie zostawisz . Proszę… – mówiłam przez łzy, które ciągle napływały mi do oczu. Z każdym zdaniem uderzałam Harrego pięścią w klatkę piersiową, a on ciągle mnie trzymał i mocniej przytulał. Nie miałam już na to siły.

- kochanie, dlaczego nic mi nie powiedziałaś ? Przecież mogliśmy o tym porozmawiać. Ciągle wydawało mi się, ze jesteś silna, że radzisz sobie beze mnie nawet lepiej niż ze mną. To raniło. Ale wciąż cię kochałem i pragnąłem z tobą być, chociaż wiedziałem, że nie zasłużyłem. Jestem wdzięczny bogu, ze dałaś mi drugą szansę. Wykorzystam ją jak najlepiej, nie martw się. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało i nie mam zamiaru cię opuszczać. Mam nadzieję, ze odzyskam twoje zaufanie i wszystko będzie już w porządku. Kochanie, popatrz na mnie- chwycił w dłonie moją zapłakaną twarz

- kocham cię, jesteś dla mnie najważniejsza na świecie i pamiętaj o tym – on też się rozpłakał

- przepraszam. – wtuliłam się w niego jak najmocniej potrafiłam, pociągając nosem.

- nie masz za co . – on również mocno trzymał mnie w objęciach, jakby nie chciał, żebym się gdziekolwiek ruszała. Popatrzyłam na niego i wiedziałam już, że to właśnie ten jedyny.
- mięczak ze mnie – powiedział

- ale mój …

- damy radę, ale trzymajmy się razem – powiedział ocierając łzy

- na pewno…na pewno. – szepnęłam

- nigdy cię już nie opuszczę…- pocałował mnie w czoło. Czułam się przy nim taka bezpieczna, doceniona i kochana . Po prostu. Wróciliśmy na koc i długo rozmawialiśmy. W pewnym momencie zdjęłam szpilki i położyłam się kocu. Harry popatrzył na mnie i również się położył. Patrzyliśmy w gwiazdy, a Hanza pokazywał mi różne gwiazdozbiory i mówił ich nawy. Spodobała mi się jedna z największych gwiazd. Świeciła chyba najjaśniej. Harry mówił, ze to jego ulubiona. Że zawsze jest w tym samym miejscu. Stwierdziliśmy, ze to będzie „nasza” gwiazda i nazwaliśmy ją Emily. To imię zawsze mi się podobało.

- ta gwiazda będzie świecić tak długo, dopóki nasza miłości będzie trwać – powiedział loczek

- Uu… to nie dobrze…

- dlaczego ?! – wystraszył się i momentalnie podniósł na łokciach patrząc na mnie

- bo może jej się czasem przepalić żarówka. – zaśmiałam się, a Harry mocno mnie przytulił. Położył głowę obok mnie, położył rękę na mojej talii i leżeliśmy tak wtuleni w siebie.

- muszę ci coś powiedzieć…- zaczęłam poważnie

- co takiego ?

- kocham cię !

- też muszę ci coś powiedzieć . – walnął uśmiech, a ja doskonale wiedziałam co chce mi powiedzieć

- ja też cię kochaam ! – cmoknął mnie w policzek

- a na ile procent mnie kochasz ? – spytałam jak dzieci w przedszkolu

- hmm… pomyślmy…- zaczął wyliczać coś na palcach, co było dziwne, bo odpowiedź na którą czekałam to 100% a nawet więcej, więcej on jeszcze się nad czymś zastanawia O.o

- 99% – odpowiedział po chwili

- a ten 1% ? – pytałam zdziwiona

- nienawidzę cię !

- że co proszę ?! niby za co ? – nie wiedziałam o co chodzi

- za to, ze zakochałaś się w takim frajerze jak ja…

-oj, Harry…- ulżyło mi, już się wystraszyłam. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej, a on bawił się moimi włosami. Leżeliśmy jeszcze tak dość długo bez słowa. Po chwili Hanza zaczął śpiewać mi do ucha jakąś piosenkę. Rozpłynęłam się. Jego głos był wspaniały. Było słychać, ze wykonuje tą piosenkę z uczuciem. Zakończył słowami :

- ja tak po prostu kocham cię…

Ja nic nie odpowiedziałam, ale zapytałam po chwili

- skąd wiesz, ze mnie kochasz ?

- a skąd wiesz, że cię dotykam ? – odpowiedział pytaniem, na pytanie, głaszcząc moją dłoń

- czuję to… – powiedziałam po chwili

- no właśnie – przytaknął. Matko, ten wieczór jest jednym z najwspanialszych jakie przeżyłam. W pewnym momencie Harry podniósł się, wyciągnął rękę w moją stronę i spytał:

- mogę prosić panią do tańca ?

- ależ oczywiście – odpowiedziałam i poszłam za nim. Delikatnie stąpałam gołymi stopami po wilgotnej już trawie. Tańczyliśmy przez chwilę, aż w końcu powiedziałam:

- boję się trochę…

- czego ? – popatrzył na  mnie

- tego, ze już nigdy nie będę taka szczęśliwa jak teraz…

- widzisz naszą gwiazdę? Świeci. I będzie świeciła jeszcze długo, a kiedy będziesz ze mną, przypilnuję twojego szczęścia.

- już prawie zapomniałam jak to jest….

- ale co ?

- być tak beztrosko i cholernie szczęśliwą- powiedziałam, a Harry obdarzył mnie pocałunkiem. Zrobiło się trochę chłodno, więc postanowiliśmy wrócić do domu. Złożyliśmy koc i opuściliśmy to wspaniałe miejsce. Jeszcze raz przeszłam się po tej pięknej różanej ścieżce, która przez cały czas uwodziła nas swym niesamowitym zapachem. Stopy bolały mnie od tych przeklętych szpilek, więc wzięłam je w rękę i szłam na boso. Harry chwycił mnie za rękę i powoli przechadzaliśmy się po chodniku. Było całkowicie ciemno. Drogę oświetlały nam jedynie przyuliczne lampy. Wcale nam się nie spieszyło. Przy Harrym całkowicie straciłam poczucie czasu. Gdy byliśmy już pod domem Harrego i chłopaków, okazało się, ze jest przed 4 nad ranem. No nieźle. Nawet nie wiem kiedy to minęło. Hanza zaprosił mnie do siebie. Po chwili namysły, zgodziłam się. Napisałam Karoli sms’a , że jestem cała i zdrowa, ale nie dostałam odpowiedzi. Weszliśmy po cichu do domu, tak aby nie obudzić chłopaków. Harry prowadził do swojego pokoju. Na schodach poślizgnęłam się i wpadłam na loczka. Sturlaliśmy się ze schodów i wpadliśmy pod nie. Miałam dosyć miękkie lądowanie, gdyż jak się okazało leżałam na Harrym. Śmialiśmy się jak dwa debile zakrywając sobie nawzajem buzie. Na całe szczęście nie obudziliśmy chłopaków. Weszliśmy w końcu do góry, tym razem, bez żadnych przeszkód XD

Pokój Harrego był urządzony dość skromnie, ale za razem bardzo ładnie. Miał w sobie coś takiego… no, nie wiem, ale panowała tam taka miła, jakby rodzinna atmosfera.

- może pójdę zrobić herbatę, co ? – zaproponował Harry

- Mhm… z miłą chęcią – uśmiechnęłam się

- rozgość się, a ja zaraz wracam – powiedział i wyszedł. Oglądałam tu wszystko dokładnie, gdyż byłam tam w sumie pierwszy raz nie licząc, kilku nieprzyjemnych okoliczności, przez które nawet nie zwróciłam na to uwagi. Podeszłam po cichu do jednej z szafek. Było na niej pełno zdjęć. Oglądałam je wszystkie, dotykając opuszkami palców ranty ramek. Na większości z nich byli chłopcy, na innych Harry z rodziną. Był bardzo podobny do swojej mamy, ale w rogu ramki, przyczepiona była czarna wstążka. Żałoba ? Hmm…ale po kim? I właśnie wtedy w głowie zabrzmiały mi słowa Harrego, gdy zmarła jego babcia „ona była mi jak matka, której nigdy nie miałem”. Trzymałam ramkę ze zdjęciem, przecierając dłonią drobinki kurzu, aż poczułam, że gtoś chwyta mnie od tyłu w talii. Hanza oparł głowę o moje ramię.

- widze, że chcesz poznać moją rodzinkę – zaśmiał się

- Harry… czy twoja mama…- ciężko mi było go o to pytac

- tak, moja mama nie żyje. Zginęła w wypadku – wyjaśnił

-Harry, przepraszam, ze spytałam, przykro mi…

- nic się nie stało. Musiałem się z tym pogodzić. Ledwo ją pamiętam, miałem wtedy zaledwie 7 lat .

- ale ty masz chociaż tatę…

- co to ma znaczyć? Coś się stało ? – spytał troskliwie

-bo…jak byłam w Polsce, to…

- to co ? – pytał zdziwiony

- to dowiedziałam się, ze jestem adoptowana…

- a twoi prawdziwi rodzice?

- nie wiem, nie znam. Oni też nie znają

- oh… dziękuję ci, ze odważyłaś mi się to powiedzieć, ale teraz masz mnie, chłopaków, możesz nas traktować jak rodzinę.

- dziękuję. Powiedziałam ci to, bo ja…ufam ci… – powiedziałam, a Harremu na twarzy pojawił się szeroki smajl. Odwzajemniłam go i ziewnęłam,  zakrywając dłonią usta, a Harry się zaśmiał

- sorki, ale serio chce mi się już spać…

- nie dziwię się, jest wpół do 6 nad ranem

- Harry, bo ten…troche mi nie wygodnie w tej sukience i  czy mógłbyś mi…- jąkałam się

- tak, mógłbym ci pożyczyć jakąś koszule – wyprzedził mnie

- dziękuję – powiedziałam i otrzymałam błękitną koszulę Hazzy. Poszłam do łazienki umyć się i przebrać. Gdy ubrałam koszulę, sięgała mi do połowy ud. Gdy wyszłam Harrego nie było w pokoju, więc położyłam się na łóżko i postanowiłam na niego poczekać, ale byłam już tak zmęczona, ze nawet nie wiedziałam, kiedy zasnęłam .

*******************************************************
Okey, okey, więc macie jeszcze jeden :D
Mam wielką nadzieję, ze do mnie wrócicie i będziecie czytać i komentować,
a także polecać to opowiadanie innym.
Cieszy mnie to, że było 8 komentarzy,
bo szczerze, to nie spodziewałam się ;)
Mam nadzieję, ze będzie ich coraz więcej.
Co do rozdziału, to trochę przesłodzony,
no ale raz kiedyś można rzygnąć tęczą :P
Ha, ha jak pisałam jeden ze smutniejszych kawałków w tym rozdziale,
( po tym jak Harry krzyczał, ze kocha Domi, )
to się prawie się poryczałam. Nie wiem jak wy, ale ja mam wybujałą wyobraźnię,
i wlewam w to swoje uczucia. Nie mam pojęcia jak sobie to wyobrażacie,
bo pewnie inaczej niż ja, ale mam nadzieję, ze się podoba . ?
Chcecie następny . ?
To podnoszę poprzeczkę i proszę o minimum 10 komci :)
I bez oszukiwania mi tu ! :D

Rozdział 25

Nie czuje się tu zbyt bezpiecznie. A co jeśli za rogiem czai się jakiś pieprzony wampir ? Co ja kurwa pierdole ?! jaki znowu wampir ? Mój mózg dzisiaj naprawdę mnie zaskakuje. Coraz bardziej się niecierpliwiłam, a zegarek wskazywał, że siedzę tu zaledwie 5 minut. Postanowiłam, że zapalę sama. Zaciągnęłam się dość mocno, spojrzałam na samochód przede mną. Zaczęłam się śmiać, a on ze mną. Ha, ha dobre to zioło ha, ha ale lol. Ej, czy ja na kogoś przypadkiem nie czekam? Hmm…Harry? Harry, Harry…jaki kuźwa Harry? Nagle coś mnie olśniło. Gdzie jest Harry? Długo tu siedzę? Muszę go znaleźć. Próbowałam się podnieść, ale to wszystko na nic. Moje nogi zdawały się ważyć tonę. Pieprzona marycha… ja chcę do niegoo! I jak na zawołanie w drzwiach pojawił się właśnie ON. Rozejrzał się, a gdy spotkał mój wzrok na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech. Podszedł do mnie i objął w tali. Znów popatrzył mi głęboko w oczy. Nasze twarze powoli zaczęły się do siebie przybliżać. Utonęliśmy w namiętnym pocałunku. Gdy oderwaliśmy się od siebie, zapytałam ze smajlem na twarzy:

- lepiej ci ?

- nie bardzo – mruknął i znowu przyłożył swoje usta do moich. Gdy tylko pozwolił mi zaczerpnąć świeżego powietrza, stwierdziłam, że robi się zimno, a Harry zaproponował pójście do domu. Gdy staliśmy na progu mojego domu, zaprosiłam Hanzę do środka, pomimo godziny, a była gdzieś tak koło piątej nad ranem. Weszliśmy po cichu do góry. Walnęłam się na łóżko, a Harry poszedł zrobić cieplutką herbatkę. Byłam już na maksa zmęczona i gdy czekałam na Hanzę, chyba mi się przysnęło. Obudziło mnie delikatne głaskanie po dłoni. Przetarłam oczy i zobaczyłam obok siebie Harrego. Trochę się przestraszyłam. Nie ukrywam. Czy między nami do czegoś doszło ?! No, pytam ?!

- hej, ślicznotko – powitał mnie Harry

- no witam, witam – uśmiechnęłam się

- jak się spało ? – spytał

- ee…w miarę ujdzie. – odpowiedziałam kręcąc nosem, a on cicho się zaśmiał

- Harry… czy my… w nocy- plątałam słowa, strasznie się denerwując

- spokojnie. Do niczego nie doszło. Nie martw się – przytulił mnie

- dziękuję…- szepnęłam i zamyśliłam się. Z rozmyślań wyrwał mnie Harry, odgarniając kosmyk włosów z mojego czoła

- o czym tak myślisz? – zapytał cichutko

- eee, tam… – mruknęłam i wpatrzyłam się w sufit

- no powiedz…- Hanza chwycił mnie za rękę

- tak sobie myślę, tylko noo… czasem po prostu chciałabym się do ciebie przytulić, bez żadnego konkretnego powodu… pójść do parku, gdzie w słonecznych promieniach mienią się liście…usiąść pod drzewem, patrzeć w niebo… powiedzieć coś, cokolwiek, bo wiem, że mogę z tobą rozmawiać o wszystkim, spojrzeć w twe oczy…gładzić twoją dłoń…dotykać policzka, ust… pocałować…poczuć się jak taka mała, bezbronna dziewczynka… bezpieczna w twoich ramionach. Chciałabym zapomnieć o tym co było i żyć obecną chwilą… pragnę usnąć wtulona w ciebie i obudzić się słysząc z twych ust moje imię…Po prostu czuć, że jestem dla ciebie ważna, że to właśnie ja jestem ta jedyna…Chcę się z tobą drażnić, kłócić i sprzeczać trochę tylko po to, żeby później czule się pogodzić…i… i tęsknić, wiedząc, że ty też tęsknisz… – opowiadałam.

Harry nic nie powiedział. Posłał mi tylko jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów i czule przytulił do swojej klatki piersiowej.

- kocham cię…kocham- szepnął mi do ucha kojącym głosem

Wiedziałam, że teraz wszystko już będzie dobrze. Zeszliśmy na dół. Zaproponowałam wspólne śniadanie, ale Harry grzecznie odmówił, twierdząc, ze ma do załatwienia jakąś sprawę, więc nie zatrzymywałam go. Gdy wyszedł zza ściany wyłoniła się Karola i jakoś dziwnie się uśmiechała, ale nic z niej nie wydusiłam. Zjadłam z nią śniadanie i poszłam do swojego pokoju i włączyłam muzykę. Śpiewałam, tańczyłam i ogarnęłam trochę w pokoju. W pewnym momencie przez okno wleciał papierowy samolocik. Podniosłam go i wyjrzałam przez okno, aby sprawdzić czyja to sprawka, ale nikogo tam nie było. Hmm… dziwne. Zauważyłam, ze w środku coś jest napisane. Rozwinęłam go delikatnie, i ujrzałam napis „zejdź na dół i otwórz drzwi”. No dobra, niech będzie. Poczłapałam na dół i podeszłam do drzwi. Chwyciłam za klamkę i jednym ruchem otworzyłam je. Niezłe było moje zdziwienie gdy nikogo za nimi nie zobaczyłam. Rozejrzałam się, ale to też nie przyniosło żadnego rezultatu. Co za debil robi sobie ze mnie jaja ?! Już chciałam zatrzasnąć drzwi, ale moją uwagę przykuło małe żółte coś leżące na ziemi. Schyliłam się i podniosłam owy przedmiot, który okazał się być świeżutką, jeszcze cieplutką babeczką. Zabrałam ją do domu oczywiście J Położyłam na talerzyku w kuchni. Wzięłam smakołyk do ręki i chciałam przełamać ją na pół, aby zostało jeszcze trochę dla Karoli. Wyglądało naprawdę smakowicie. Gdy wyjęłam babeczkę z takiego białego czegoś w kształcie foremki, zobaczyłam na nim kolejne litery. Początkowo myślałam, że to nazwa jakiejś cukierni, albo sklepu, który sprzedaje to małe słodziutkie cudo i zgniotłam papierek, chcąc go wywalić, ale coś mnie podkusiło, żeby sprawdzić czy to na pewno to co myślę. Rozwinęłam kulkę i ujrzałam zapisane w poziomie zdanie:
„ Dzisiaj o 19, w restauracji Ciadata. Proszę przyjdź.
Twój Harry <3 ”

No nieźle. Mój romantyk. Banan sam mi się cisnął na twarz. Spojrzałam na zegarek. 15:26. Mam jeszcze trochę czasu. Poszłam skocznym krokiem na górę. Weszłam do swojego pokoju, a na łóżku ujrzałam wielkie czerwone pudło, przewiązane białą wstążką, która kończyła się wielką kokardą. Podeszłam powoli do owego przedmiotu i pociągnęłam delikatnie za jeden końców kokardy. Gdy wstążka leżała już obok mnie, położyłam sobie to pudełko, no a właściwie pudło na kolanach i zaczęłam z ciekawością otwierać wieko pudła. W środku leżało coś białego. Chwyciłam w dłonie to „coś” i pociągnęłam płynnym ruchem do góry. Gdy przedmiot opuścił już pudełko, dostrzegłam, że to sukienka. Leciutka, cienka, biała sukienka z paskiem w talii. Moja buzia zaczęła otwierać się coraz szerzej ze zdziwienia. Odłożyłam sukienkę na łóżko i wyciągnęłam kwadratową, błękitną karteczkę, która została na dnie pudełka.

”Zanim spytasz: Kto? Po co? Kiedy? I jak? Po prostu zastanów się czy mnie kochasz. Jeśli tak, przyjdź w wskazane miejsce”

 

Szczerze? To te właśnie pytania krzątały się po mojej głowie. Po chwili doszłam do wniosku, że to na pewno musi być Harry. Czy go kocham? Pff…głupie pytanie. Oczywiście, ze taak! Kocham go za wszystko. Za to, kim jest, za to, co robi i za to, jak zmienił moje życie. Glebnęłam się na łóżko między pustym już pudełkiem, a sukienką i zastanawiałam się, który chłopak w 21 wieku bawił by się takie coś, zamiast po prostu zaprosić dziewczynę na randkę… Mój. Tak, mój chłopak właśnie to robi i za to też go kocham,…ale, czy ja… czy mogę go nadal nazywać moim chłopakiem? To pytanie nieźle namieszało mi w głowie, ale spojrzałam na zegarek i postanowiłam na razie się tym nie przejmować. Wzięłam tą śnieżnobiałą kieckę i razem z nią powędrowałam do łazienki. Wykąpałam się, umyłam głowę i wsunęłam na siebie sukienkę. Pasowała jak ulał. Pofalowałam lekko włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Musnęła usta błyszczykiem i spryskałam się moimi ulubionymi perfumami. Zeszłam na dół, a na mojej twarzy cały czas malował się szeroki uśmiech.

- a ty gdzie się wybierasz? – zapytała równie uchachana Karola

- Harry zaprosił mnie na…chyba randkę – wyjaśniłam – a ty ?

- ja idę z Zaynem do restauracji- powiedziała i obróciła się tak, ze jej kakaowa sukienka, którą miała na sobie, lekko zawirowała.

- w takim razie powodzonka życzę – uśmiechnęłam się

- wzajemnie. Widzę, ze przerzucasz się na sukienki ?

- noo… w sumie, to nie ja sama. Później sobie wszystko opowiemy, okey ?

- okey, okey. Jak zawsze. To do zobaczenia.

- Paa…- powiedziałam i puściłam do niej oczko. Wsunęłam buty na nogi i wyszłam. Na dworze panował już półmrok. Szłam ulicami Londynu, mijając wiele ludzi i rozmyślając co czeka mnie za chwilę. Uśmiech nie chciał opuścić mojej twarzy. Na całe szczęście wiedziałam, gdzie znajduję się restauracja, w której czekał pewnie mój ukochany. Gdy doszłam do celu, chwyciłam za klamkę i weszłam. W środku nie było nikogo. Ciemno. Tylko gdzie niegdzie świeciły lampki ledowe. Powoi przemieszczałam się po pomieszczeniu, dotykając opuszkami palców rantów krzeseł i stołów. Nie wiedziałam co mam robić, aż nagle usłyszałam ciche chrząknięcie. Odwróciłam się i ujrzałam kelnera z białym ręcznikiem przewieszonym przez rękę. Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem, a on nie mówiąc nic wskazał wielkie, przeszklone drzwi. Skinęłam głową i zaczęłam kierować się w ich stronę. Wyszłam na zewnątrz. Na dworze było już ciemno, a na ziemi ujrzałam ścieżkę usypaną z płatków róż. Po bokach „różanej drogi” Paliły się świeczki. Niepewnym krokiem szłam tą ścieżką, patrząc jak płatki róż oplatają moje buty. Lekki wiaterek spowodował, że moja sukienka lekko powiewała. Ścieżka zakończona była kraciastym kocem, na którym stał wiklinowy kosz, wino i dwa kieliszki. Wokół niego również paliły się świeczki. Usiadłam na brzegu koca, rozglądając się. Wszystko jest tu idealne, tylko gdzie mój Romeo? Nagle zza rogu małej, drewnianej szopki wyłonił się Harry, trzymając gitarę. Podszedł do mnie z uśmiechem, ale zatrzymał się w pewnej odległości od koca. Popatrzył na mnie i zaczął grać pierwsze spokojne dźwięki piosenki    Buckcherry – sorry .  Moje oczy niemal nie wyleciały ze zdziwienia. Po chwili Hanza zaczął śpiewać. Śpiewał z wielkim uczuciem cały czas patrząc mi w oczy, które powoli się zaszkliły. Wsłuchałam się w słowa piosenki, nie odrywając wzroku od Harrego. Gdy skończył nie wytrzymałam i wybuchnęła płaczem,…ale…to chyba…nie to na pewno łzy szczęścia. Podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję. On złapał mnie w talii i zaczął okręcać wokół siebie. Gdy w końcu postawił mnie na ziemie, stał bardzo blisko mnie. Popatrzył mi głęboko w oczy, ostrożnie przejeżdżając dłonią po moim policzku. Przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie i delikatnie musnął moje usta. Czułam, ze jest jakiś taki, nie pewny. Może myślał, ze znowu go odrzucę? Hmm…niee. Podjęłam już decyzję. Nie wytrzymam już dłużej bez niego. Kocham go i nigdy nie przestanę.

- Harry…- zaczęłam

- co? Nie podobało ci się? Wiedziałem. Zrobiłem z siebie debila. Aha, no i przepraszam, że cię pocałowałem. Tak, wiem nie powinienem. – zdenerwował się i gadał jak nakręcony. Jego mina była w tym momencie bezcenna. Chciało mi się śmiać, ale na szczęście się powstrzymałam i po prostu go pocałowałam. Nasz pocałunek był długi i namiętny. Gdy oderwaliśmy się od siebie na jego twarzy zagościł śnieżnobiały uśmiech.

- czy to znaczy…to znaczy, ze dasz mi drugą szansę?

- niee, nie dam. – odpowiedziałam pewnie, a jego uśmiech momentalnie znikł

**********************************************

Noo, tak więc obiecałam, więc jest.
Osobiście nie wiem co o nim sądzić,
ale to pozostawiam już Wam.
Czytasz ? – skomentuj, proszę :D
Jedna z czytelniczek napisała mi, że
nie mam się martwić, ze już nikt tego nie czyta,Ani nie komentuje, bo podobno jacyś są…

Ale ja jednak nie wiem czy mam dla kogo pisać

jesteście taaam . ?? :D

Czy jesteście to się okaże, po ilości komentarzy pod rozdziałem
Jeśli będzie minimum 5, to dodam następny rozdział, bo już go nawet mam ;)
Aa. ! no i tu macie linki do piosenki, którą śpiewał Harry:

http://www.youtube.com/watch?v=aEIhtvdU6b0         – Piosenka

http://www.tekstowo.pl/piosenka,buckcherry,sorry.html        – tekst i tłumaczenie

Pozdrawiam cieplutko i miłego czytania :)

No cześć :/

Do wszystkich dziewczyn, które przeczytały i skomentowały rozdział 24:
Po pierwsze dziękuję Wam, ze chcecie nadal to czytać, po drugie przepraszam, że z tą sobotą nie wyszło, po trzecie nie musicie się obawiać, bo będę dodawała nowe rozdziały, mam je już nawet napisane, ale nie zawsze mam czas żeby przepisać je na kompa, a do tego mój internet to ma sa kra, no ale mam nadzieję, że nie będziecie na mnie złe…
tak, wiem jestem żałosna, ale obiecuję poprawę :D
Nie wiem kiedy pojawi się nowy rozdział, ale na pewno w pierwszy tydzień ferii. Jeśli będzie więcej niż 5 komentarzy, to dodam nawet 3 specjalnie dla Was :)
Jeszcze raz przepraszam..
coś ostatnio za często używam tego słowa… :(
Dziękuje Wam ; **

Rozdział 24

Po chwili w drzwiach niespodziewanie pojawił się Harry. Jeszcze tego mi tu brakowało. Eh…
- Hej ! jak się czujesz ? – zapytał z troską udając wesołego
- no hej, na razie jest okey, okey gdzie Louis ? – też postanowiłam udawać
- Eh…bo, Louis nie mógł przyjechać i dlatego jestem ja…
- Aa…w takim razie poczekaj tu chwilę, a ja pójdę po wypis
- Okey, a ! Mało bym zapomniał, tu masz jakieś ciuchy – podał mi torbę
- Oo, fajnie, dzięki, – próbowałam się uśmiechnąć w miarę wiarygodnie i wymijając Harrego poszłam do łazienki. Szybko włożyłam na siebie ciuchy i rozczesałam włosy. Wracając pobiegłam po wypis i wróciłam do Harrego. Chciałam jak najszybciej stąd wyjść. Kiedy weszłam do Sali Hazza siedział na brzegu mojego łóżka wpatrując się w sufit. Gdy mnie zobaczył delikatnie się uśmiechnął. Wiedziałam, ze to sztuczny uśmiech, ale nic nie mówiłam, żeby nie rozdrażniać tematu, a po drugie, przecież robiłam to samo. Wziął moją torbę i zaprowadził do samochodu . Wsiadłam i włączyłam radio. Przez całą drogę nic nie mówiłam, zresztą Harry też się nie odzywał. Gdy podjechaliśmy pod mój dom, grzecznie podziękowałam i wysiadłam, a Hazza odjechał. Weszłam do domu i ujrzałam Karolę i Danielle. Przywitałam się z nimi i poszłam na górę się rozpakować. Wykąpałam się i wskoczyłam w dres, włosy związałam w luźnego kucyka i zeszłam na dół. Przez resztę dnia gadałam z dziewczynami o wszystkim i o niczym, ale między innymi newsami dowiedziałam się, że Danielle chodzi z Niallem. Ucieszyłam się, bo od początku widziałam zainteresowanie między nimi. Pasują do siebie. Może chociaż im się ułoży…Nadal nie było wiadomo, kto podkładał mi te przeklęte wiadomości i zdjęcia, ale nie tym się teraz przejmowałam. Koło 22 Danielle poszła do domu, a Karola stwierdziła, że jest zmęczona i poszła spać. Nie miałam co robić sama, a nie chciało mi się oglądać TV, więc też poszłam na górę. Walnęłam się na moje kochane łóżeczko i włączyłam jakąś muzykę. Wszystkie piosenki, które miałam w odtwarzaczu kojarzyły mi się z Harrym, więc przełączałam je, myśląc, że znajdę odpowiednią, ale niestety nie. Wyłączyłam MP4 i starałam się zasnąć, ale myśli rozpieprzały mi głowę od środka. Po dość długiej chwili udało mi się zasnąć. Obudziłam się w środku nocy, a w pokoju ciemno jak nie powiem gdzie. W końcu wymacałam mój telefon i spojrzałam na oślepiający w tej chwili wyświetlacz. 1:28. Choć spałam zaledwie dwie godziny czułam się dość wypoczęta i miałam jakoś dużo za dużo energii. Nie wiem skąd wziął mi się ten chory pomysł, ale postanowiłam, że pójdę gdzieś się zabawić. Przebrałam się i bezszelestnie opuściłam dom, nie pozostawiając żadnej informacji Karoli. Szłam całkiem spory kawałek, aż zobaczyłam wreszcie wielki, neonowy napis z nazwą mocnego klubu. „binogoo”, pomyślałam i skierowałam się w tamtą stronę. Gdy byłam już w środku w pierwszej kolejności poszłam do baru zamówić jakiegoś drinka. Początkowo ten cham nie chciał mi nic sprzedać, bo w końcu brakuje mi kilka miesięcy do pełnoletności, ale po chwili podszedł do mnie jakiś nieznajomy facio i wziął na swój koszt. Podziękowałam i zanurzyłam wargi w napoju. Zaraz później poszłam potańczyć. Natknęłam się na jakiegoś chłopaka, który później okazał się być ty m samym, który kupił mi drinka. Zamówił nam po jeszcze jednym i wyszliśmy na dwór. Usiedliśmy na jakiejś ławeczce i gadaliśmy doś otwarcie praktycznie o wszystkim. O życiu. O związkach. O zmarnowanych szansach… Mimo tego, ze wcale go nie znałam, otworzyłam się przed nim i opowiedziałam mu o Harrym. Okazało się, ze też miał zepsuty związek.
- Masz. To ci pomoże – powiedział i wyciągnął rękę w moją stronę, w której trzymał mały woreczek
- Co to ? tylko mi nie mów, że mam… – zaczęłam
- Tak, masz. Zobaczysz, zapomnisz o nim i będzie ci o wiele lepiej – przerwał mi
- No nie wiem – próbowałam zachować zdrowy rozum. Ja i prochy ?!
- Dzięki temu proszkowi, udało mi się podnieść po załamaniu nerwowym.
- Ale nie sądzę, żeby mi pomogło…- chciałam oddać mu to badziejstwo
- Pomoże. Zobaczysz, no chyba, ze się cykasz – poruszał dziwnie brwiami
- Nie cykam się ! – odpowiedziałam stanowczo
- Gdybyś się nie cykała, wzięłabyś i tyle
- Dobra, jak sobie chcesz. Nie jestem żadnym cykorem – powiedziałam i wsypałam sobię odrobinę na dłoń. Nigdy nie miałam do czynienia z takim „czymś” . Popatrzyłam na niego i na proszek, na niego i znów na ten śnieżnobiały proszek.
- Nie bój się. Zatkaj jedną dziurkę i się zaciągnij. Proste. – poganiał
Jeszcze raz looknęłam na to białe coś na mojej ręce i zrobiłam co kazał. Wciągnęłam prawie wszystko. Teraz miałam jeszcze więcej energii. Nagle, świat nabrał kolorów. Teraz nic się dla mnie nie liczyło. Wpadłam na parkiet i przetańczyłam chyba z 10 piosenek, a jeszcze nie miałam dość. Chłopak, który pokazał mi to cudo, miał na imię David. Wypiłam z nim chyba jeszcze z 5 drinków, drinków na to piwo. Niezła jazda. Co było dla mnie dziwne, to to, że obudziłam się w swoim łóżku i nie bardzo pamiętam jak do niego trafiłam. Kasta mnie tak napierdalała, że musiałam mrużyć oczy. Zwlokłam się na dół, gdzie czekała na mnie Karola. Dała mi jakąś tabletkę przeciwbólową i butelkę wody. Wypiłam chyba z pół butelki za jednym razem.
- kacyk męczy ? – zachichotała Karola
- jak cholera. Możesz mi powiedzieć, jak trafiłam do domu ?
- em, noo, bo ten… szłaś sobie po ulicy z jakimś gościem krzycząc „życie jest piękne, a moja dupa piękniejsza !” – śmiała się
- i to ma być takie śmieszne ? Miałam procenty. Wgl się dziwie, że mogłam powiedziec coś takiego …
- no mogłaś. Masz szczęście, ze nie spałam i wyszłam zobaczyć, co za idioci robią taki hałas.
- pomijając fakt, że nazwałaś mnie idiotką, to tak, mam szczęście, bo nie wiem jak to by się skończyło
- też nie wiem, ale mam jedno pytanie – powiedziała i podeszła do mnie chwytając za ramiona.
- nawijaj.
- wczoraj wyszłaś ze szpitala, a w nocy ewakuujesz się z chaty bez wiedzy nikogo, do tego sama i wracasz nachlana, jeśli można to nazwać powrotem. Kobieto, co cię napadło ?! – krzyknęła, potrząsając mną za ramiona
- nie wiem, noo… tak jakoś…
- niegrzeczna dziewczynka ! Za karę gotujesz obiad – zarządziła Karo
- niech ci będzie, ale daj piiiiiić ! – jęczałam
- łap! – krzyknęła rzucając mi kolejna butelkę wody. To popołudnie minęło całkiem spokojnie. Po obiedzie oglądałyśmy wyciskacze łez. Przy każdym kolejnym filmie Karola ryczała, a ja udawałam, ze rzygam. Tej nocy również obudziłam się o podobnej porze, co wczoraj, ale tym razem czegoś mi brakowało. „imprezka ?” pomyślałam. A co mi tam, raz się żyje. Wyskoczyłam z łóżka i zrobiłam to co wczoraj. Znów spotkałam Davida, a on znów poczęstował mnie tym czymś, po czym momentalnie humor mi się poprawił. Tym razem, całe szczęście wiedziałam jak i kiedy wróciłam do domu, bo kto wie co tak durna istota jak ja mogłaby wymyślić, a do tego pod wpływem różnego typu proszków, proszeczków i „napojów”. Imprezy stały się teraz moim rytuałem. Byłam tam prawie codziennie. Muzyka, alkohol, prochy, muzyka, alkohol, prochy i tak w kółko. Nie wiem, co się ze mną działo. Być może tak bardzo chciałam zapomnieć o Harrym, że praktycznie zamieniłam go na alkohol, w którym topiłam wszystkie smutki i który stał się teraz moim najlepszym przyjacielem. Powoli zamykałam się w sobie i nie obchodziło mnie praktycznie nic. Wyłączyłam telefon i wrzuciłam go do szufladki nocnej szafki. Zero kontaktu ze światem. Pewnego dnia, postanowiłam zostać w domu. Okazało się, ze przez to moje „nocne życie” nie zauważyłam nawet, ze chłopcy wyjechali w trasę. Pewnie dzwonili do mnie i pisali, ale jak już mówiłam, mój telefon sobie odpoczywał, a ja nawet się z nimi nie widziałam, bo gdy przychodzili odsypiałam nockę. Nie wiem kiedy pojechali i na jak długo, ale nie obchodziło mnie to. Chodziłam po domu i przeszukałam chyba wszystkie szafki, bo mój organizm ciągle się czegoś domagał. Tylko nie wiedziałam czego ? Cały czas czegoś mi brakowało. Usiadłam sobie wieczorkiem na kanapie i myślałam o kolejnym wypadzie, no ale przecież miałam nie iść. W tym momencie zobaczyłam wywiad z chłopakami, którzy jak usłyszałam aktualnie są w Hiszpanii. Nie miałam zamiaru tego oglądać, więc wyłączyłam telewizor i pobiegłam na górę. Błyskawicznie przebrałam się i poszłam świętować to, że nie ma chłopaków, łamiąc dzisiejsze postanowienie. I znowu ten sam schemat : muzyka, alkohol, prochy . „bawiłam się” tak przez najbliższe dwa tygodnie. Pewnego dnia, gdy już miałam wychodzić, zatrzymała mnie Karola, z którą ostatnio tez mało rozmawiam.
- Harry dzwonił. – powiedziała niepewnie
- a co mnie to obchodzi ? – spytałam obojętnie, chwytając za klamkę
- pytał o Ciebie…
- u mnie nigdy nie było lepiej, a teraz spadam – powiedziałam twardo, żeby czasem na wspomnienie o Harrym nie rozmięknąć i wyszłam, ale cały czas zastanawiało mnie zainteresowanie Harrego. Przestałam o tym myśleć, gdy tylko dotarłam do klubu. Biały proszek. Mam to zrobić po raz kolejny ? A co tam, przecież teraz to mój jedyny przyjaciel. ,Jeden wdech i poczułam nagły napływ adrenaliny. Czułam, jak krew pulsuje mi w żyłach. Odcięłam się od reszty świata. Nic już nie mogło mnie powstrzymać. Głośna muzyka, która dla innych była tylko jednym, wielkim hałasem, dla mnie była teraz takim małym otrzeźwieniem. Czułam się jakby jutra miało nie być. Ostatni wieczór. Było świetnie między innymi może dlatego, ze przed chwilą wzięłam moją kochaną koleżankę- Maryśkę, którą kupiłam pod klubem wraz z kilkoma Jointami. Powoli wpadałam w taki jakby trans. Widziałam tylko kolorowe, migające światełka i zamglony klub, a w uszach dudniła mi muzyka. Moje ruchy były chaotyczne i nierówne, ale miałam to gdzieś i tańczyłam dalej. Czułam jak wszyscy się na mnie gapią, ale szczerze, to chuj mnie to obchodziło. Ogólni, to nie jestem zbyt pewna siebie, ale pod wpływem prochów i wzrokiem tych debili, czuję, ze mogłabym rządzić światem. Muzyka wydawała mi się za cicha, więc zaczęłam się przedzierać przez tłum ludziów. Przez przypadek walnęłam kogoś z łokcia prawdopodobnie w brzuch, a następnie tłum popchnął mnie i wpadłam na niego. Tak właśnie. Okazało się, ze to facet, więc gdy już tam na niego wpadłam momentalnie poczułam zapach jego perfum. Jakbym już je skądś znała…Aktualnie miałam przed oczami jego plecy. Gdy się odwrócił, spojrzał na mnie spod byka, no bo jak miał się inaczej patrzeć, końcu przecież go uderzyłam .
Jednak, gdy zobaczyłam go całego, chciałam, żeby patrzył na mnie choć trochę inaczej. Zdołałam wypowiedzieć tylko małe i ciche:
- sorki . – mój mózg nie pracował teraz na najwyższych obrotach i ciężko było mi wymyślić cos innego, a jego straszny wzrok, przeszywający mnie od góry do dołu, nie był na to najlepszym czynnikiem. Właśnie! Co do wzroku, to miałam wrażenie jakbym już gdzieś go kiedyś spotkała, czy coś.
- nic się nie stało … – odpowiedział, cicho prawie niedosłyszalnie przeciągając ostatnią sylabę. Gdy mówił, patrzyłam jak zahipnotyzowana na jego usta. Boże, co się ze mną dzieje?!
Mimo tego, że on skończył już swoją wypowiedź, a ja mogłam iść się dalej bawić, ja nawet nie drgnęłam. On całkiem podobnie. Patrzył mi prosto w oczy z lekkim zakłopotaniem. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić. On chyba też nie. Mijały sekundy, minuty, a my nadal wpatrywaliśmy się w siebie. Nagle DJ zmienił piosenkę na jakiś wolny kawałek. Chłopak złapał mnie za rękę i zapytał niepewnie:
- zatańczysz ?
- pewnie. – zgodziłam się i chwyciłam go za drugą dłoń. Chyba czuł się trochę skrępowany, bo co chwilę rozglądał się na boki, raz po raz spoglądając na mnie. Dy poczuł, ze ja nie odrywam od niego wzroku, również popatrzył mi w oczy. Znów. Dokleiłam sobie uśmiech i nadal wpatrywałam się niego, a kąciki jego ust zaczęły się delikatnie unosić, czego wynikiem był śnieżnobiały uśmiech. Zaraz, zaraz… zaczęło mi coś świtać. Czy ja już go przypadkiem gdzieś nie widziałam ? Tylko gdzie ? Ten piękny uśmiech nadal nie schodził z jego twarzy, a ja nadal nie mogła go nigdzie dokleić…czekaj…o matko !!! przez to, że jestem na prochach i on chyba też, nie poznałam go… nie poznałam Harrego ! Ja pierdole, i co mam teraz zrobić ?! Ciekawe, czy on mnie rozpoznał…oby niee, no, a jeśli nawet, to co ? … No właśnie, nic. No i co ja mam zrobić ?! Udawać, że go nie nam, czy jak ? W mojej głowie nadal trwała gonitwa myśli, gdy nagle on przysunął swoją twarz do mojego ucha:
- nie mam pojęcia, co się ze mną dzieje. Mam jakieś dziwne wrażenie, ze to przeznaczenie nas tu przywiało. Wiem, że gadam jak idiota z jakiejś komedii romantycznej, ale nie umiem inaczej wyrazić tego uczucia… – właśnie tak sobie pomyślałam, że o mnie zapomniał, że podrywa dziewczyny na jakieś debilne teksty z netu, ale to przecież nie w jego stylu… Ej ! przecież oni niby są w trasie. A może wrócili…? Nie mam zielonego pojęcia. Przytłoczona swoimi myślami zapomniałam, ze teraz ja powinnam coś powiedzieć. Dobra, będę udawała głupią :
- Ee tam… na pewno za dużo wypiłeś i nie wiesz co mówisz…- powiedziałam, a jego reakcja była całkowicie nieoczekiwana z mojej strony. On po prostu wybuchnął śmiechem.
- jeśli myślisz, że gadam tak każdej napotkanej dziewczynie, to się mylisz. I jestem jak najbardziej świadomy tego, co mówię. Może zapaliłem jednego, czy dwa Jointy, ale wiem co mówię. I wiem, ze ty czujesz to samo… tak ? – mówił. Nie wiedziałam, co robić, a tym bardziej, co powiedzieć. Znów spojrzałam w jego oczy. Patrzył na mnie z takim uczuciem, że tylko jedna odpowiedź przychodziła mi do głowy :
- taak …- powiedziałam cicho, ale na tyle głośno, żeby on usłyszał. W jego oczach zapaliły się iskierki, po których wiedziałam, ze on też mnie rozpoznał. Uśmiechnęłam się tylko i wtuliłam w niego. Po chwili muzyka zmieniła się na dosyć szybką. Nadal tańczyliśmy. Nasze ciała były bardzo blisko siebie. Właśnie wtedy wiedziałam już, że ta noc będzie niesamowita.
Cały czas patrzyliśmy sobie w oczy. Po pewnym czasie, trochę się zmęczyłam, więc wspięłam się na palce i kierując głowę w stronę jego ucha spytałam:
- pójdziemy się przewietrzyć ? – Harry kiwnął tylko głową, chwycił mnie za rękę i pokierowaliśmy się w stronę wyjścia. Przechodziliśmy obok szatni, a ja przypomniałam sobie, ze mam w torebce kilka Jonitów. Zatrzymałam się i spytałam:
- mam trochę zioła, zapalimy, okey ?
- okey tobą zawsze – odpowiedział i skręciliśmy w stronę mojej szafki. Żeby ja otworzyć potrzebowałam klucza, więc zanim go znalazłam trochę potrwało, gdyż miałam go w staniku…No coo ? Gdzie miałam go bezpiecznie schować ? : P
No więc, gdy „grzebałam” sobie w staniku, Harry patrzył na mnie jak na walniętą, a gdy wyjęłam z niego klucz, po prostu zaczął się brechtać, a ja razem z nim. Grupka ludzi stojąca obok, dziwnie się na nas patrzyła, ale ich wzrok się zmienił, gdy tylko poznali Harrego. Obiegli go dookoła, a on z przymusu walnął jeden z tych filmowych uśmiechów i zaczął pozować do zdjęć z fankami i rozdawać autografy. Przecisnęłam się przez te rozwrzeszczane stado i krzyknęłam do Hazzy:
- poczekam na ciebie na dworze – i rzuciłam uśmiech, on go odwzajemnił i kiwnął głową.
Wyszłam, ale dziwnie się czułam idąc sama. Już mi go brakowało. Co się ze mną dzieje ? jeszcze niedawno mogłam wytrzymać bez niego tygodnie, a teraz ? Co się ze mną dzieje ? Usiadłam na murku, koło wyjścia. Ciemno i zimno. Nie czułam się tu zbyt bezpiecznie…

Tak, tak wiem ! Jestem najgorszą blogerką .
Nie dawałam znaków życia, nie odpisywałam na komentarze
i co najważniejsze nie dodawałam rozdziałów .
Dlaczego ? Sama nie wiem, może dlatego, że miałam teraz trochę trudniejszy okres w życiu, no ale powracam i mam nadzieję, ze wszystko wróci do normy.
Jednym z moich postanowień noworocznych jest to,
że będę dodawała więcej rozdziałów no i po prostu będę. :D
Jestem w pełni świadoma tego, ze teraz straciłam pewnie wszystkich czytelników,
no i nie wiem jak Was odzyskać, ale mam nadzieję,
że dam jakoś radę i dalej będzie Wam się to podobało.
Przepraszam Was bardzo za tak długą przerwę,
ale niestety nie mogłam nic na to poradzić ; //
Co do rozdziału, to sama nie wiem co o nim myśleć,
Pewnie zanim powrotem się wkręcę, to trochę potrwa, ale cóż ; )
Jeszcze raz przepraszam, przepraszam, przepraszam i
Mam nadzieję, ze do mnie wrócicie : **
Jak już będziecie, to komentujcie, żebym wiedziała, czy jest dla kogo pisać ?
No, trochę się rozpisałam, to ja spadam i zapraszam do komentowania :DD

Rozdział 23

- A więc, zapraszam do gabinetu – powiedział lekarz wskazując dłonią drzwi. Wszedłem tam z nie za bardzo zadowoloną miną, a wyszedłem z jeszcze gorszą. Doktor powiedział mi, ze straciła baardzo dużo krwi, jej rany były naprawdę głębokie, a teraz jest w takiej jakby śpiączce, ale za góra trzy dni powinna się obudzić. Mówił także, ze trzeba do niej mówić, bo prawdopodobnie wszystko słyszy. Aha, no i jeszcze na 40%  może mieć wstrząs mózgu, gdyż pewnie się o coś uderzyła, ale miejmy nadzieję, że nie. No, w końcu mogę ją zobaczyć. Nie pewnie wszedłem na salę z moją ukochana. Jej obydwie ręce były zabandażowane. Miała zaciśnięte pięści i powieki, jakby się czegoś bała. Usiadłem koło łóżka i patrzyłem na nią. Dotknąłem jej dłoni, rozluźniłem pięść i delikatnie chwyciłem za rękę. Wiedziałem, ze cierpi…wiedziałem, ze cierpi przeze mnie. Boże…dlaczego jestem taki głupi ? To ja powinienem tu teraz leżeć, to mnie powinieneś ukarać !

- Dominika…dlaczego ? Dlaczego to zrobiłaś ? Wiem, że to przeze mnie. Znowu zawiniłem. Przepraszam…przepraszam, że musisz cierpieć przez takiego frajera jak ja…Nie mogłem znieść widoku w tej łazience. Kocham Cię, wiem, ze się powtarzam, ale Cię kocham… Kocham Cię całym sercem i całą duszą. I wiedz, że żałuję, tego co zrobiłem. Mogłym teraz zrobić wszystko, żeby odzyskać twoje zaufanie…żeby odzyskać Ciebie…Kocham Cię- szeptałem, trzymając ją delikatnie za dłoń. Przyłożyłem ją do swojego policzka. Zimna jak lód. Nagle poczułem jak delikatnie ściska moją dłoń. Niee, przecież to niemożliwe, ona jest w śpiączce… po chwili po raz kolejny poczułem uścisk. Kolejny bezsilny, przypominający o sobie uścisk. Ucieszyłem się, bo być może mnie słyszała, być może mnie czuła. Siedziałem tak dość długo szeptając jej różne słówka. Czekałem na kolejną oznakę. Kolejny uścisk. Niestety nie doczekałem się.  Cały czas siedząc przy niej trochę mi sie przysnęło. Poczułem jak ktoś chwyta mnie z a ramię.   Otworzyłem oczy i ujrzałem Louisa, a za nim po kolei z grobowymi minami wchodziła reszta naszych przyjaciół:

- i co z nią ? – zapytał jako pierwszy Liam

- mała śpiączka… – odpowiedziałem zachrypniętym głosem

- ale wyjdzie z tego ? – spytała Karola, która zdążyła już poprawić wszystko koło Domi i usiąść koło niej.

- powinna…- spuściłem głowę

- nie martw się. Będzie dobrze – powiedział Niall, ale ja nic nie mówiłem. Zayn i Louis podobnie.  Patrzyli z żalem i współczuciem na Domi, która w tym momencie nie wydawała żadnych oznak życia. Blada, worki pod oczami i cała zimna. Cały czas mordowało mnie pytanie „dlaczego?”. Moje rozmyślenia przerwała Karola:

- Harry, może idź się przebrać i coś zjeść…

- nie. – powiedziałem stanowczo

- ale przecież ona ci nie ucieknie .

- niegdzie nie idę. – mówiłem nadal pewnie

- zaraz zapuścisz tu korzenie. Karola ma racje. – powiedział Zayn

- trudno . – odpowiedziałem oschle

- jeszcze pare godzin i nam tu zemdlejesz zemdlejesz głodu. – do rozmowy w końcu włączył się Louis

- dla niej mogę tu nawet umrzeć…

- ale przecież…- zaczęła Korola, ale przerwałem jej zrywając się z krzesła:

- nie, nie, nie ! nigdzie nie idę ! zostaję tutaj tak długo, aż się nie obudzi. Nie opuszcze je, rozumiecie ?! – krzyczałem

- okey, spokojnie, chcieliśmy dobrze. – uspokoił mnie Niall. Usiadłem znowu na to durne plastikowe krzesło i chwyciłem się za głowę. Chłopaki i Karola posiedzieli jeszcze trochę i  gadali ze sobą, do Dominiki, wiele razy próbując namówić mnie na opuszczenie szpitala, ale nie ! Ja się nigdzie nie wybieram.

- my chyba już pójdziemy …- powiedziała Karola spoglądając na Zayna, a ten tylko skinął głową i powoli wstał. Reszta chłopaków zrobiła podobnie. Pożegnali się ze mną i wyszli. Znowu zacząłem mówić do Dominiki. Tym razem nie poczułem żadnego uścisku od mojej bladej księżniczki. Patrzyłem na nią, trzymając jej zimną dłoń. Rozkleiłem się. Znowu. Ale ze mnie mięczak. No i chuj, mam to w dupie. Nie otarłem łez.  Dlaczego w życiu nie może być zawsze kolorowo ?  No ja się pytam ?! Wszystko się pierdoli. I to w najmniej oczekiwanym momencie. Tego wieczoru rozmyślałem nad ogólną fabułą mojego życia. Zasnąłem. Rano, podobnie jak wczoraj przyjaciele zrobili mi pobudkę, wyganiając do domu. Na początku się stawiałem ale po dłuższym dialogu, uległem i bez żadnego entuzjazmu opuściłem szpital. Szybko poszedłem do domu. Czułem na sobie wzrok wszystkich ludzi, których mijałem. Patrzyli na mnie jak na zombi, choć w sumie im się nie dziwię, bo pewnie tak wyglądałem. Wszedłem do domu, umyłem się, przebrałem i chwyciłem jakieś jabłko. Wróciłem do szpitala i oczywiście dostałem zjeb od Karoli, że miałem odpocząć. Mam gdzieś to odpoczywanie. Wolę być tu, teraz, z Domi. Popatrzyłem na nią. Bez zmian. Potem kolejno analizowałem twarze chłopaków i Karoli. Wszyscy siedzieli pod ścianą z grobowymi minami, co jakiś czas spoglądając na Domi. Usiadłem na krześle i wpatrywałem się w Domi jak w obrazek. Pod wieczór chłopaki wraz z Karolą opuścili mury szpitala, a ja znów zostałem z Nią.  Po mojej głowie przewijało się mnóstwo najróżniejszych myśli. Ciągle powtarzałem jej jak bardzo ją kocham i delikatnie całowałem w nadal zimną dłoń.  Pochyliłem się nad nią i odgarnąłem kosmyki włosów z jej twarzy. Po chwili poczułem kolejny uścisk. Tym razem dłuższy, mocniejszy, a zarazem nadal bezsilny. Na mojej twarzy zagościł skromny uśmiech. Tej nocy nie zmrużyłem oka. Siedziałem tam trzymając Domi za ręce, które wydawały się być cieplejsze. Patrzyłem na jej twarz. Wyglądała tak słodko i niewinnie… matko, jaka ona jest piękna. Nie zasługuję na nią. Nad ranem, gdy za oknem powoli zaczynało robić się jasno, opuściłem Domi i poszedłem do toalety.

* Oczami Domi *

Ei, o co caman ?  Nie mogę otworzyć oczu. Ale mnie bolą ręce, Od dwóch dni ktoś mi w kółko nadaje jak mocno mnie kocha…czekaj, chwila, chwila… czy to Harry ? Tak, tak…to on. Ale co on tu do cholery robi ?! Chwycił mnie za rękę. Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam. Chciałam go odepchnąć, ale tez nie mogłam. Kurwa, gdzie ja jestem ? No pytam się gdzie ?! Nie mogłam nic zrobić, a Harry ciągle nadawał, więc postanowiłam wsłuchać się w jego słowa. … Po tym co usłyszałam, wiem, ze Harry nadal mnie kocha. , czyli nie kłamał, ale . Ale…sama nie wiem, czy powinniśmy spróbować jeszcze raz. Ja…ja też go kocham, kocham go, ale…ej! Już wiem czemu tu jestem i czemu bolą mnie ręce, ale to już miało być niebo ! Albo piekło… mniejsza o to, ale czemu szpital ?! Grr…pewnie ktoś mnie znalazł wcześniej niż miał i dało się jeszcze coś zrobić…Eh, ciekawe kto ? … może Karola ? Przecież ona też tam mieszka. Myślałam tak, ze nie zauważyłam, ze Harry chyba gdzieś wyszedł. No dobra…jeszcze raz…Napięłam wszystkie mięśnie i próbowałam ruszyć chociaż ręką.  Dobra, jakoś idzie. Powoli posuwałam ręką po łóżku, ale im bardziej ją zginałam, tym bardziej mnie bolało. Udało mi się chwycić jakiejś rurki. Prawdopodobnie to rama od tego durnego łóżka. Drugą ręką próbowałam zrobić to samo, z drugiej strony. Powoli…okey, jest. Teraz oczy. Tu jest troche trudniej, ale dam radę. Ugh…No, nie chcą się ruszyć, jakby ktoś mi je na gluta przykleił xD.  Spróbuję jeszcze raz… O ! Mam prawe oko, trochę za mgłą, ale co tam… teraz lewe. Jest spoko, już coś widzę. Szczegół, ze pewnie wyglądam jak Chińczyk, ale i tak nikogo tu nie ma . Teraz już wiem, że to na pewno szpital. Ugh…nienawidzę tego miejsca ! Przekręciłam lekko głowę i ujrzałam wystraszonego loczka. Jego mina była Zabójcza. Chciało mi się śmiać, ale na szczęście się powstrzymałam. On chyba na prawde się o mnie martwi…

- Dominika ? Hej ! Powiedz coś… Halo ! – machał mi przed oczami

- cos…- wydukałam i lekko się uśmiechnęłam

- nie, no ja nie mogę ! Ty nawet w najgorszej sytuacji będziesz żartować, prawda ? – usiadł na krzesło, a j tylko pokiwałam głową. Harry złożył ręce i spojrzał na sufit. Po chwili, nagle go olśniło i krzyknął:

- czekaj tu ! Pójde po lekarza ! – i wybiegł z Sali

- no przecież nigdzie nie ucieknę, chociaż bym chciała – zaśmiałam się sama do siebie, a po chwili na sale wszedł szeroko uśmiechnięty lekarz, który nie należał raczej do tych najchudszych.

- witamy w śród żywych. Ma pani szczęście, ze ten młody człowiek panią tu przywiózł. – wskazał na Harrego, który stał pod ścianą ze spuszczoną głowa. Czyli już wiemy, kto mnie znalazł. Tylko jak on się dowiedział ? Hm… dobra, zostawmy to na później.

- kiedy będę mogła z tąd wyjść ? – spytałam

- Ha, ha aż tak ci się spieszy ? Na razie zrobimy badania, z których wszystko wyniknie – powiedział lekarz. Harry się nie odzywał. Lekarz wyszedł, mówiąc, że wróci po mnie za jakies 10 min. Spojrzałam na Harrego, a on lekko uniósł głowę i popatrzył na mnie. Skinęłam głową na krzesło stojące obok łóżka. Hazza powoli podszedł i usiadł na nim. Patrzył na mnie wzrokiem z którego nie mogłam nic odczytać. Żadne z nas nic nie mówiło, aż w końcu odezwaliśmy  się równocześnie;

- Domi/ Harry…- i w śmiech

- ty pierwsza – powiedział Harry

- nie, tyy . – zaprzeczyłam

- no dobrze…bo…a nie, nie będę cię zanudzał, pójdę już – powiedział cicho. Wstał i zaczął kierować się w stronę drzwi. No i co ja mam teraz zrobić ?!

- Harry ! – krzyknęłam – czekaj…- powiedziałam znacznie ściszonym głosem, a on powoli się odwrócił i patrzył na mnie smutnym wzrokiem. Zsunęłam się z łóżka i próbowałam wstać. Okey…stoję…aaa, jednak niee. Trochę mną zabujało, ale na szczęście Harry mnie złapał. Nasz wzrok się spotkał. Czułam jakby czas się zatrzymał. Tylko ja i on.  Patrzyliśmy sobie tak w oczy bez słów. Po chwili Harry odezwał się nieśmiało:

- chciałem ci tylko powiedzieć, że nigdy nie przestałem cię kochać. Dominika, ja nadal cię ko…- zaczął, ale przerwałam mu kładąc palec wskazujący na jego ustach.

- też cię kocham…- szepnęłam, a w jego oczach momentalnie pojawiły się małe światełka…bo ja wiem…może, nadziei ? Harry nic nie powiedział. Chwycił mnie w tali i przyciągnął do siebie. Popatrzył mi w oczy i czule pocałował. Nie ukrywam, że strasznie mi tego brakowało. Ja naprawdę go kocham i myślę, ze on mnie też…ale…nie ! Nie mogę …

- Niee ! – krzyknęłam wyrywając mu się z ramion. Harry nie ukrywał zdziwienia. Znowu patrzył na mnie tym wzrokiem, który zawsze przyprawiał mnie o poczucie winy.

- przepraszam, nie powiniene… – spuścił głowę w dół

- nie przepraszaj… to moja wina…

- nie mów tak. Wiem, że ja zawiniłem. Znowu. Nie mam już szansy po raz kolejny prosić cię o drugą szansę, prawda  ?

- Harry, przepraszam…ja nie potrafię… – powiedziałam cicho, a w tym momencie na salę wszedł lekarz.

- zapraszam pania na sąsiednią salę. Za chwilę zostaną wykonane badania, po których stwierdzimy, czy może pani już wyjść.

- już idę – powiedziałam i ruszyłam za lekarzem. Zatrzymałam się na progu i odwróciłam się, patrząc na stojącego na środku sali Harrego. Znów patrzył na mnie tym smutnym wzrokiem, trzymając ręce w kieszeni. Wypowiedziałam bezgłośne „ przepraszam” i dogoniłam lekarza.

 

*Oczami Harrego*

kurwa…wszystko spieprzyłem…znowu. Ja pierdole, czemu jestem taki głupi ? Nie mogę pogodzić się z tym, że ją straciłem. Ale ja tak łatwo się ni poddam, na pewno nie. Muszę jakoś odzyskać jej zaufanie…tylko jak ? Patrzyłem jak opuszcza sale. Odwróciła się…to już coś. Oby tylko wszystko było okey w wynikach badań. Siedziałem tam, czekałem i myślałem, aż na salę weszli nasi przyjaciele. Przywitałem się z nimi i mimo tego, ze zasypali mnie milionami pytań powiedziałem tylko, że Dominika jest w trakcie badań. Gadaliśmy przez chwilę, a później Domi wróciła. Gdy ją zobaczyłem, coś mnie zakuło w środku. No czemu to wszystko spierdoliłem ?! gdyby nie ja, to pewnie by6 tu nie leżała. Moglibyśmy być eraz razem, gdzieś w świecie, szczęśliwi. Okazało się, że Dominika wychodzi z tad jutro koło południa. Na szczęście wyniki były dobre. Słuchałem jak rozmawiała z chłopakami i Karolą i patrzyłem jak się uśmiechała, choć wiedziałem, że wcale nie jest jej do śmiechu, ale na jej miejscu zrobiłbym to samo, żeby nie martwić przyjaciół.  Matko, jak ja bym chciał odzyskać jej zaufanie. Będzie trudno, ale dam radę. Kocham ją i zrobię wszystko, żeby tylko ją odzyskać.

*Oczami Domi*

Gdy wróciłam z badań ( które na szczęście miały dobry wynik, bo jak nie to bym ich wszystkich tu pozabijała na miejscu.) w mojej Sali nadal był Harry i to nie sam. Reszta naszych przyjaciół odwiedziła mnie i miło przywitała. Rozmawiałam z nimi, raz po raz spoglądając na Harrego, który stał pod ścianą wpatrzony w ziemię. Pod wieczór chłopaki z Karolą opuścili mnie. Harry wyszedł bez słowa. Popatrzył tylko na mnie i obracając się na pięcie opuścił szpital. Byłam już trochę zmęczona, więc glebłam się na łóżko i  myślałam. Jak myślicie o czym ? … No właśnie…o Harrym. Nie wiem co mam robić. Kocham go, ale…ale ja już nie umiem…Chciałam już z tąd wyjść, na świeże powietrze. Nie mogę doczekać się, kiedy w drzwiach zobaczę Louisa, bo to właśnie on miał mnie jutro stąd odebrać. Kimnęłam trochę, a rano od razu spakowałam wszystkie swoje rzeczy i niecierpliwie czekałam na Lou. Po chwili w drzwiach niespodziewanie pojawił się…

**************************************************

Ha, ha . ! Musiałam tak skończyć, tak wiem jestem okropna,

Ale wy i tak na pewno już wiecie kto to będzie ; PP

Przepraszam Was bardzo, że tak długo nie pisałam, ale byłam przez tydzień na obozie,

A do tego mój net nie jest idealny, no i do tego wakacje…^^ No wiecie :D

Mam nadzieję, ze mi wybaczycie i skomentujecie, mimo tego, że trochę krótki jest ; //

Kochaaam Was . ! ; **

Rozdział 22

Z napisem : „ to niemożliwe ! Ja jej nie znam !” . „ czyli pocieszasz się nieznajomymi laskami ? „ – napisałam. Tym razem nie dostałam odpowiedzi. Do moich oczu zaczęły napływać łzy i mimo tego, że nie chciałam, rozpłakałam się. Po chwili drzwi od pokoju powoli zaczęły się otwierać. Ujrzałam Harrego w takim samym stanie jak ja. Podniosłam głowę do góry i spojrzałam na niego. Harry pokręcił głową i kucnął obok mnie. Patrzyliśmy w swoje zapłakane oczy.

- to musi być fotomontaż – szepnął Harry

- załóżmy, ze w to wierzę, ale nawet jeśli to nie fotomontarz, to proszę, nie okłamuj mnie…

- nie kłamie, to naprawdę nie ja.

- dobrze. Wierzę ci…

-…ja cię kocham. Kocham cię jak nikogo innego, teraz cię straciłem, wiem, byłem idiota, ale żałuję. Bardzo chciałbym cię odzyskać, ale nie wiem jak…nie wiem. – mówił trzęsącym głosem

- Harry…ja…ja już bym chyba nie potrafiła być z tobą…- powiedziałam, a Harry nic nie mówił. Wybuchnęła jeszcze większym płaczem. Nie chciałam już tam być. Nie mogłam. Szybko się podniosłam, i popatrzyłam na Harrego

- przepraszam…- szepnęłam i zbiegłam na dół. Płakałam. Gdy zbiegłam na dół, od razu padły pytania typu „co się stało?” . Nie odpowiedziałam na żadne z nich, wyminęłam wszystkich i wyszłam. Na dworze strasznie padało. Pobiegłam do parku. Usiadłam na mokrej trawie, pod drzewem. Dobrze, że padało, bo przynajmniej nie było widać moich łez. Byłam cała mokra. Z moich włosów woda spływała strumieniami. Po moich policzkach powoli spływały łzy i krople deszczu pomieszane z rozmazanym  tuszem. Koło mnie co chwilę przechodziły dzieciaki z kolorowymi parasolkami, zakochane pary, staruszkowie z psami, znów zakochane pary…Boże…dlaczego w życiu zawsze musi być pod górkę ?! No ja się pytam ! Dlaczego?!  Dlaczego zawsze wszystko, co najgorsze spotyka mnie ?…Kto wgl planował mój życiorys?…gratuluję wyobraźni…Siedziałam i myślałam tak pod tym drzewem i powoli dostawałam kataru. Zrobiło mi się strasznie zimno. Po chwili poczułam, jak ktoś od tyłu okrywa mnie bluzą. Odwróciłam się i ujrzałam Louisa.  Nic nie powiedział. Po prostu mnie przytulił. To w nim lubiłam. Pocieszał mnie samym sobą, tym, że po prostu był. Nie gadał nie potrzebnie. Jest naprawdę znakomitym przyjacielem. Byłam tak w niego wtulona i trochę się uspokoiłam. Odprowadził mnie do domu, zrobił herbatę i wrócił do siebie.  Po chwili do domu wróciła Karola. Po cichu weszła do mojego pokoju

- dlaczego? – spytała, a ja tylko pokręciłam głową, a Karo opuściła mój pokój. Gdy mniej więcej doszłam do siebie, zeszłam na dół i ujrzałam płaczącą Daniele. Okazało się, ze przez spotkania z Harrym, zerwał z nią chłopak. Opowiedziała nam wszystko płacząc i teraz płakałyśmy obie. Karola pocieszała nas przez cały wieczór.

- nie ! dość! – krzyknęłam zrywając się z kanapy

- ale że coo ? – Karola mnie nie zrozumiała

- nie będę tu siedziała i ryczała. Mam już tego dość. Straciłam przez chłopaka miliony łez i nie chcę więcej, no bo w końcu ile można ?! Będę silna. Koniec z tym – oznajmiłam wycierając łzy.

- popieram – powiedziała Daniele i mnie przytuliła

- no, w końcu ! już myślałam, że mi tu powódź zrobicie -  zaśmiała się Karola

- to co robimy ? – spytałam

- kręgielnia ! – krzyknęła Karola

- jestem za ! – przytaknęła Daniele

- w takim razie outujemy – uśmiechnęłam się i wyszłyśmy. Gdy weszłyśmy na tą salę, czy jak to tam się zwie zdołałam wydusić z siebie tylko jedno wielki „WOW”. To było ogromne. Było tam jakieś 15 torów. Od razu zajęłyśmy jeden z nich i pierwsze kule zaczęły ‘latać” po torze. Bawiłyśmy się świetnie, do czasu gdy Karola krzyknęła „Zayn ?!” . Popatrzyłam w tą samą stronę co ona i zrobiłam minę typu „WTF ?!” . Na ostatnim torze pod ścianą dojrzałam chłopaków i o dziwo Harry też był. Ucieszyło mnie to, bo w końcu wyszedł z pokoju, no ale  Londynie jest tyle kręgielni, a oni musieli wybrać akurat tą co my ? Karola podbiegła do Zayna, a ja i Daniele poszłyśmy za nią, ale w trochę wolniejszym tempie i przywitałyśmy się po raz kolejny dzisiaj chłopakami. Harry co chwilę na mnie patrzył. Czułam się trochę nieswojo, ale sama też na niego zerkałam. Nie odzywałam się. Harry też nie. Spuściłam głowę i wróciłam na nasz tor. Po chwili po raz kolejny spojrzałam w ich stronę. Karola siedziała na kolanach u Zayna. Śmiechy, chichy i żarty itp. Daniele siedziała koło Nialla. Niall było widać, ze dobrze się dogadują. Harrego nie było, a Louis stał pod ścianą jakiś taki przygnębiony i żadne z nich nie rzucało. Tak właśnie zostałam sama na torze. Trochę głupio było mi tak zostawiać przyjaciół, ale nie chcę już…nie chcę cierpieć. Po chwili podszedł do mnie Louis. Rzucał ze mną, ale nic nie mówił. W końcu ja postanowiłam się odezwać:

- stało się coś? – spytałam

- czemu tak myślisz ?

- bo wyglądasz tak jakoś smutno…

- po prostu się martwię – unikał finałowej odpowiedzi

- mogę wiedzieć o co ? – dalej pytałam

-  nie o co, tylko o kogo…martwię się…martwię się o ciebie – odpowiedział

- dlaczego akurat mnie ?

- bo nie mogę na ciebie patrzeć – powiedział, a mi opadła kopara

- no dzięki, ze chociaż jesteś szczery…

- nie ! nie w ten sposób…po prostu widzę, ze nie masz już na to wszystko siły, nie chcesz tego. Dobrze wiem, ze potrzebujesz Harrego. On ciebie też. Stracił głowę, nie jest już sobą. Nie wytrzymujecie bez siebie, a mimo tego nadal cierpicie.

- Louis nie. Nie mam zamiaru rozmawiać na ten temat…

- no i to jest błąd. Dusisz w sobie wszystkie uczucia.

- ale co ja mam ci niby powiedzieć?! Mam ci powiedzieć, że bez niego nie wytrzymuje, że nadal go kocham, ale mimo tego nie mam siły dać mu drugiej szansy ?! To chciałeś usłyszeć ?! – krzyczałam zdenerwowana. Znowu łzy.

- przepraszam. Nie chciałem cię denerwować, ale dlaczego? Dlaczego? – spytał. Nie odpowiedziałam. Wyszłam. Kolejne łzy. Mam już tego dość ! Było gdzieś tak koło 22:30. Spacerowałam po parku. Zawsze chodziłam tam się uspokoić. Na jednej z ławek ujrzałam jakąś parę. Całowali się. Tym to dobrze…zaraz, zaraz czy to nie jest czasami Niall? Tak, tak ! To jest on, a ta dziewczyna…O.M.G  Danielle ! No szok. Hah… może chociaż im się ułoży, bo w sumie to do siebie pasowali…Przeszłam ten park w szerz i wzdłuż już chyba setny raz. Skierowałam się w stronę domu, gdy zaczęło padać. Pod drzwiami leżała jakaś gazeta. Podniosłam ją i nie zwracając uwagi co na niej pisze powlekłam się na górę. Walnęłam się na łóżko i rozmyślałam nad sensem mojego życia…nie, zaraz, co ja pierdole?! Przecież moje życie już nie ma sensu …właśnie!… Skoro nie ma sensu, to po co ja się jeszcze męczę na ty świecie ? Nagle, moją uwagę przyciągnęło zdjęcie Harrego w gazecie, którą przed chwilą podniosłam. Obok niego umieszczono moje zdjęcie, a pod tym komentarz:

„ Co się z nimi dzieje ? Nikt ich nie widział, a tym bardziej razem, czy coś się stało? Czy byli parą, czy to tylko zwykła znajomość?”
odpierdolcie się od nas ludzie ! Co was kurwa obchodzi co się stało ?! Gówno się stało!  Pobiegłam do łazienki i zakluczyłam się.  Otworzyłam szafkę nad lustrem i przeszukałam ją. Wyrzuciłam na podłogę wszystko co w niej było O! jest . Żyletka…przyłożyłam ją do nadgarstka, zacisnęłam zęby…iii…nie ! no nie mogę tego zrobić…ale przecież i tak nikt mnie już nie potrzebuje…chuj z tym. Pociągnęłam żyletką wzdłuż nadgarstka…sss, ał. Jeszcze raz, ale tym razem mocniej. Krew zaczęła wypływać mi z żył… jeszcze raz. Aaa…cholernie boli. Spokojnie patrzyłam jak moja krew spływa powoli po ręce na podłogę…zaczęłam  osuwać na ziemie. Uderzyłam głową o brzeg wanny i całkiem upadłam na podłogę. Przed moimi oczami zaczęła pojawiać się mgła. Moje powieki stawały się coraz „cięższe”. Ciemno.

 

*Oczami Harrego*

Wylazłem w końcu z tego jebanego pokoju, bo chłopaki mnie namówili. Poszliśmy na kręgielnie, ale w sumie to nawet nie wiem po co. Nudziło mi się tam, aż w końcu zobaczyłem JĄ. Tez nie wyglądała na zadowoloną. Wyszedłem z tamtą. Pojechałem do parku i błąkałem się bez żadnego celu, po ciemku, w deszczu. Dlaczego ona mi to robi? Kocham ją…kocham ją, jak nikogo innego. Wiem, że ją straciłem, ale niestety nie wiem jak ją odzyskać. W mojej głowie rozpętała się plątanina myśli. Chciałbym, żeby znowu mi zaufała…tylko jak? Wiem, ze byłem kompletnym kretynem, ale zrozumiałem, ze nie wytrzymuje bez niej. Kocham ją ! Kocham! Chodziłem tak, aż  w pewnym momencie poczułem jak cos kuje nie tam w środku. Odruchowo dotknąłem miejsca, gdzie czułem ból, czyli mniej więcej okolicach serca…co? Co to ma niby być? Momentalnie pomyślałem o Domi. Tylko dlaczego? Dlaczego nie na przykład, że to może z przemęczenia czy coś? Może coś się stało? Może to był znak? Niee, przecież to niemożliwe, ale jednak coś kazało mi wrócić na kręgielnie. Pobiegłem tam szybko i od razu szukałem Domi. Nie ma jej…kurwa nie ma jej !

- Looouis ! – wydarłem się na całe gardło, a on po chwili był już koło mnie. Pytałem zdenerwowany o Domi, ale on uspokoił mnie mówiąc, że jest bezpieczna w swoim domu. Mimo tego, poprosiłem go, żeby mnie do niej podwiózł. Na całe szczęście się zgodził. Poszliśmy do samochodu. Na miejscu szybko podbiegłem do drzwi. Dzwonię…nic. Pukam…nic. Znowu się zdenerwowałem. A może gdzieś wyszła? Niee, przecież pada. Nie pewnie nacisnąłem klamkę. Otwarte. Wszedłem po cichu rozglądając się. Nie ma jej.

- Domi ? – spytałem – jestes tu ? – cisza. Pobiegłem do góry.

- Dominika ! – krzyczałem. Nikt się nie odzywał. Wszedłem do jej  pokoju. Na łóżku leżała tylko gazeta. Rozejrzałem się po pokoju, a moją uwagę przyciągnęła krew wypływająca z pod drzwi łazienki. „O matko!” pomyślałem i pociągnąłem za klamkę od drzwi. Zamknięte.  Cholera ! Odszedłem kawałek i uderzyłem z rozpędu swoim ciałem o drzwi ciągnąc za klamkę. I nic. Za trzecim razem udało mi się. Na podłodze leżała Domi, a wokół niej było pełno krwi. Ja pierdole ! W zakrwawionej dłoni trzymała żyletkę. Nie ! Nie, tylko nie to ! Nie! Domi, niee !

- Dominika ! Hej ! Żyjesz ? Halo ! – wołałem potrząsając ją za ramię. Nie dawała żadnych oznak życia. Ręce zaczęły mi się trząść.

- Lou ! Louis! Looouis ! – wrzeszczałem, a gdy już przybiegł kazałem mu zadzwonić po karetkę.

- za jakieś 5 minut będą ! – oznajmił. Matko, Domi…czemu to zrobiłaś? Czemu ? W tym czasie sanitariusze wbiegli do łazienki i zabrali bezwładną Domi. Patrzyłem jak wynoszą ją z domu. Kompletnie nie wiedziałem co mam zrobić. Chwyciłem się za głowę patrząc jak odchodzą. Louis poklepał mnie po ramieniu mówiąc: „będzie dobrze”. Oby…oby było dobrze…zaraz, czemu ja tu jeszcze stoję?! Pobiegłem do samochodu, ale nie mogłem prowadzić, bo moje ręcę trzęsły się jak cziłała. Szybko zamieniłem się z Louisem i dogoniliśmy karetkę.  Na miejscu szybko pobiegłem przed salę, którą wskazała mi pielęgniarka. Odszukałem doktora i zacząłem go wypytywać o wszystko. Lekarz uspokoił mnie, trzymając za ramiona i powiedział, ze informacji o pacjencie może udzielić tylko rodzinie.

- czy pan jest jej rodziną ? – spytał

- ee…yy…ta, tak jakby…jestem jej…jej chłopakiem – wydukałem, chociaż wiedziałem, ze gdy tylko Domi się o tym dowie zabije mnie na miejscu, ael teraz liczyła się tylko ona…

 

************************************************

Ojeju, jejuu :D
Na początku należy Wam się wielgachne PRZEPRASZAM,
bo rozdział miał pojawić się w poniedziałek, a dzisiaj mamy środę ; //

Przepraszam, ze tak wyszło, no ale cóż… mam nadzieję, ze się nie pogniewacie ; )
Nie wyszedł taki jak miał, średnio mi się podoba, ale specjalnie dla Was nie skończyłam w momencie typu : „nagle…”, „ujrzałam…”, „ ale…”  itp. :PP
Wiecie o co chodzi ;D
Podoba Wam się  . ? Dziękuję, za komentarze po rozdziałem 21, postaraliście się ;D
A ten oto rozdział 22 dedykuje wszystkim prawdziwym czytelnikom, którzy zostawili komentarz pod wpisem o tytule „ Jesteście tam . ?”

Kocham . ! ; **

+ rozdział w mirę bez błędów i literówek ;DD

Jesteście tam . ?

Heej kochani ;** Wiem, że czekacie na kolejny rozdział, ale jeszcze trochę Was potrzymam w niepewności ; PP

Mam takie pytankoo :

Czytasz i komentujesz moje wytwory . ?

Jeśli można nazwać Was czytelnikami, to proszę skomentujcie ten wpis, chociaż jakimś emotikonem ;D Wtedy będę wiedziała ile Was jest i czy wgl. Wam się to podoba :D

Na zachętę oznajmiam, że rozdział 22 pojawi sie w poniedziałek, bo wcześniej niestety nie dam rady, ale za to będzie troszkę dłuższy ;)

Pozdrawiam, dziękuje i całuje ; **
Komentujcie . !

PROSZĘ O KOMENTARZE . ! ;)